Dlaczego nie schudniesz będąc na diecie?

nie schudniesz na diecie

Od dawna już zbieram się, by podsumować prawie dwa lata mojej pracy. W końcu nadszedł ten moment, kiedy mogę wygospodarować trochę czasu na pisanie, ale przede wszystkim też CHCĘ. Dużo przemyśleń zebrało się w mojej głowie, dużo wniosków pojawiło się po dwóch latach prowadzenia konsultacji dietetycznych i psychodietetycznych, którymi chcę się z Wami podzielić.

Najważniejszym z wniosków jest to, że nie da się schudnąć skutecznie, będąc na diecie.

Read more

Jak przestać objadać się słodyczami?

słodycze

No właśnie, jak przestać objadać się słodyczami?

Podejrzewam, że czytasz ten artykuł z ogromną nadzieją, że znajdziesz w nim cudowny środek, który rozwiąże Twój problem ze słodyczami.

Ale spokojnie, spokojnie…

Po pierwsze, zacznijmy od tego, co znaczy „objadać się”. Read more

Postanowienie dopasowane do Ciebie

postanowienie

Dlaczego robimy postanowienia noworoczne?

Zwlekamy ze zmianami do nowego roku, bo wtedy będzie odpowiedni czas, by się jakoś zmusić do „tego czegoś”. Odkładamy to „coś” na poniedziałek, później na następny poniedziałek i tak w kółko. Tylko skoro tak nam się nie chce tego robić, to po co się zmuszać? Czy nie lepiej robić przyjemne rzeczy, do których aż się rwiemy? A może problem tkwi w tym, że nasze noworoczne postanowienia wcale nie są dla nas? Read more

Chcesz schudnąć? Zacznij w grudniu!

schudnąć

Święta zbliżają się wielkimi krokami, a ja tak sobie myślę, ile osób myśli o tym, że chce coś zmienić w swoim odżywianiu, ale… zrobi to po świętach. Bo teraz to po co? Zaraz będzie Wigilia – jeden dzień obżarstwa, później Pierwszy Dzień Świąt u rodziny, przecież nie odmówi się cioci jeszcze jednego kawałka ciasta, a później Drugi Dzień Świąt, to ze znajomymi przecież trzeba coś wypić i czymś poczęstować. A później dłuuugi tydzień do sylwestra. To też nie ma sensu, bo w sylwestra też przecież jedzenie.

Obiecujemy sobie, że już od stycznia – nowe postanowienie noworoczne. Dieta, ćwiczenia – biorę się za siebie. Read more

10 pomysłów na zdrowe prezenty

Święta już niedługo, a Ty nie masz jeszcze prezentów?

Spokojnie, spokojnie – jeszcze zdążysz 🙂

Pomyślałam, że może przydać Ci się trochę pomysłów na prezenty,

które wyjdą na zdrowie każdemu, kto je otrzyma 🙂

 

1..Książka „Zamień chemię na jedzenie” Julity Bator

Jest doskonałym prezentem dla osób, które chciałyby zacząć zdrowiej się odżywiać, ale nie wiedzą od czego zacząć. Autorka książki pokazuje, jak wyrzucić całą chemię z kuchni, a do tego nie zbankrutować. Wg mnie jest to jedna z podstawowych książek, która wprowadza w świat zdrowego odżywiania. Pokazuje, jakich produktów w sklepie unikać i jak w prosty sposób przygotować zdrowe posiłki w domu. Dodatkowo polecam również drugą książkę tej autorki „Zamień chemię na jedzenie. Nowe przepisy” w której mamy 80 przepisów na proste, zdrowe i niedrogie dania dla całej rodziny. Wśród przepisów znajdziemy pomysły na własne pieczywo, drugie śniadania do szkoły i pracy, dania dla dzieci, desery i zdrowe przekąski. Cena jednej książki to ok. 25-30 zł.

 

zamien chemie na jedzenie

Read more

Dlaczego sama dieta to za mało?

dieta psychodietetyk

Wciąż jeszcze padają pytania o to, kim jest psychodietetyk.

Ostatnio słyszałam fajne porównanie psychodietetyka do dentysty. Jeśli boli nas ząb, oczywiście możemy wziąć tabletkę przeciwbólową, pomoże ona na chwilę złagodzić ból. Podobnie jest z dietą – jeśli ją zastosujemy, ona może nawet pomóc, na jakiś czas, trochę schudniemy. Ale tak, jak po tabletce wróci ból, tak po typowej diecie wrócą kilogramy (i to z nawiązką).

Dlatego w pewnym momencie decydujemy się na wizytę u stomatologa. Dopiero kiedy zrobimy leczenie kanałowe (które bywa bardzo bolesne) rozwiązujemy nasz problem. Nie potrzebujemy już tabletek przeciwbólowych. Tak samo jest z odżywianiem – kiedy przepracujemy nasze nawyki, kiedy zdajemy sobie sprawę z popełnianych błędów, nie potrzebujemy już „bycia na diecie”.

Niestety sama dieta to za mało. Gdyby utrzymywanie zdrowych nawyków było takie łatwe, nie mielibyśmy obecnie epidemii otyłości. Każdy, kto znałby nawet podstawy zdrowego odżywiania, wiódłby zdrowe i szczęśliwe życie. Ale dlaczego tak nie jest?

I tu w grę wchodzi nasza psychika, która nienawidzi zakazów. Im bardziej coś nam szkodzi, tym lepiej smakuje. Dlaczego? Bo zakazany owoc smakuje najlepiej 🙂 „Bycie na diecie” psuje nam humor, jesteśmy niezadowoleni, źli, smutni, poddenerwowani. Brzmi znajomo? 🙂

A przecież nie o to w życiu chodzi. Trzeba jeść, cieszyć się życiem. Pokarm ma być dla nas czymś neutralnym. I do tego w psychodietetyce dążymy – BY JEŚĆ, ŻEBY ŻYĆ, A NIE ŻYĆ, ŻEBY JEŚĆ 🙂

 

Jeśli nie zjesz pączka w tłusty czwartek, to…

pączki

Tłusty czwartek, tłusty czwartek. Pączki, pączki, wszędzie pączki…

Jedzą je nawet ci, którzy nie lubią pączków.

A co się stanie, jeśli mimo ogroooomnej ochoty, powstrzymasz swe żądze i go nie zjesz?

Ucierpi Twoje zdrowie. Bo zdrowie to też równowaga psychiczna. A ta zostanie najprawdopodobniej zachwiana, kiedy w tłusty czwartek odmówisz sobie słodkiej, tłustej, miękkiej przyjemności 🙁

Takie zachowanie może spowodować, że na drugi dzień, a nawet po tygodniu, czy miesiącu wyrzekania się, nie będziesz w stanie oprzeć się słodkiej pokusie – dojdzie do wyczerpania silnej woli. Pochłoniesz cały stos takich pączków, ciast, batoników. Właśnie na tym, m.in. polega efekt jojo wszystkich „diet”.

Także jeśli dzisiaj mamy ochotę na pączki, to je po prostu zjedzmy. Ale przypominam tylko, że każdy kolejny pączek będzie smakował tak samo… 😉 no chyba, że każdy będzie o innym smaku :/

A więcej o wyczerpaniu silnej woli poczytacie tutaj: Co się stanie, gdy zbyt gwałtownie wprowadzisz zmiany w swoim żywieniu?

pączki 1

Co ma styl jedzenia do nadwagi?

nadwaga

Jak to jest, że jedni z nas jedzą to, co akurat mają pod ręką, inni codziennie szukają rozkoszy dla swego podniebienia?

Albo jedni jedzą punktualnie, co trzy godziny, inni dopiero wtedy, gdy zacznie im burczeć w brzuchu?

Otóż w psychologii istnieją podziały na różne style jedzenia.

nadwaga

Czas

Styl przedziałowy to taki, gdzie nie ma wyznaczonych pór posiłków – mam ochotę, to jem. Nie unika się też różnego rodzaju przekąsek. Niestety, jak się okazuje, styl ten jest najbardziej narażony na problemy z utrzymaniem odpowiedniej masy ciała, ze względu na ten właśnie brak kontroli spożywanych przekąsek. Często jest też tak, że po przekąski sięga się nudy, braku innego zajęcia. Albo jakiś przykry stan emocjonalny odczytuje się jako uczucie głodu. I hop po drożdżówkę.

Na drugim biegunie znajduje się styl punktowy. Tu ilość posiłku, jego skład i czas spożycia są ściśle określone. Jak się można domyślić, nie ma tu miejsca na nieprzemyślane przekąski między posiłkami, dlatego też teoretycznie styl ten sprzyja utrzymywaniu prawidłowej masy ciała. Styl ten jednak ma bardzo mało ludzi. A to dlatego, że zazwyczaj takiego jedzenia trzeba się nauczyć. Kiedy nauczymy swój żołądek, że o określonych porach dostaje pełnowartościowy posiłek, później w tych samych godzinach chce nam się jeść.

nadwaga

Refleksje

Według innego podziału jeść można w sposób właściwy dla stylu bezrefleksyjnego. Czyli przyjmujemy pokarmy bez zastanawiania się nad nimi, bez analizowania, bez namysłu. To, co najbliżej w lodówce – ląduje w naszym żołądku. Niestety styl ten często przybiera formę impulsywną, związaną z poprawieniem sobie samopoczucia. Podobnie jak w stylu przedziałowym – czujemy nudę, sięgamy po przekąskę.

Przeciwieństwem jest styl refleksyjny, kiedy to świadomie dobieramy jedzenie, także jego ilość. Wybierając posiłek, kierujemy się swoimi przekonaniami, celami, wartościami. Można powiedzieć, że styl ten jest dopełnieniem stylu punktowego. Po prostu dokładnie analizujemy co, ile, kiedy i jak długo jemy.

nadwaga

Smak

Dla niektórych posiłek jest też doznaniem polisensorycznym, łączącym walory smakowe, zapachowe oraz wzrokowe. Takie podejście nazywa się podnietowym. Jego zwolennicy czerpią przyjemność graniczącą z podnieceniem z faktu nie tyle samego jedzenia, ale też z otoczenia i całej atmosfery towarzyszącej chwili spożywania posiłku. Dla nich każdy smak ma jakieś znaczenie, wspomnienie wakacji we Włoszech, czy romantycznej kolacji w towarzystwie ukochanej osoby.

Na drugim biegunie znajduje się podejście popędowe, gdzie jedzenie sprowadza się tylko do jednej funkcji – zredukowania doświadczanego dyskomfortu. W momencie występowania jakichkolwiek konfliktów wewnętrznych, niskiej samooceny, a nawet złego samopoczucia, pierwszą deską ratunku jest jedzenie. Każdy taki sygnał, każda emocja, interpretowana jest jako głód. Podejście popędowe niestety bardzo często wiąże się z ryzykiem nadwagi i otyłości.

Teoria głodu i jedzenia Schachtera

W psychologii najsłynniejsza jest jednak teoria głodu i jedzenia Stanleya Schachtera, która jest jakby podsumowaniem wyżej wymienionych stylów jedzenia. Jest ona jedną z podstawowych teorii dotyczących nadwagi, a wiąże się ze spostrzeżeniem, że niektórzy ludzie jedzą w reakcji na bodźce zewnętrzne (orientacja zewnętrzna), takie jak wygląd i zapach jedzenia oraz pora dnia, podczas gdy inni reagują na bodźce wewnętrzne (orientacja wewnętrzna), takie jak skurcze żołądka, poziom glukozy czy poziom tłuszczu.

Badania dowiodły, że u osób nieotyłych związek między uczuciem głodu a skurczami żołądka był silniejszy, niż u otyłych. To oznacza, że osoby nieotyłe wiążą uczucie głodu z czynnikami wewnętrznymi (skurcze żołądka, hipoglikemia). Natomiast osoby otyłe zwracają uwagę głównie na bodźce zewnętrzne.

Osoba otyła, przyzwyczajona jeść o określonej porze, czuje głód, gdy ta pora nadchodzi. Osoba nieotyła mniej się przejmuje wskazaniami zegarka, chyba że pokrywają się one z sygnałami wewnętrznymi.

Jaki z tego wniosek? A no taki, że trzeba słuchać swego organizmu, a nie sztywno trzymać się narzuconych nam zasad 🙂 Trzeba nauczyć się odczytywać sygnały, które wysyła nam żołądek – nauczyć się, czy w danej chwili czujemy głód, czy po prostu nudę, smutek, złość.

nadwaga

A Ty jaki masz styl jedzenia??

Bibliografia:

Franken, R. E., (2005). Psychologia Motywacji, GWP

Pingot K., Buchholz A., (2014). FitMind – schudnij bez diet, Sensus

7 nawyków, które niszczą Twoje zdrowie i sylwetkę

 

Oto lista nawyków, które rujnują szczupłą sylwetkę i zdrowie: ZDROWIE

1. Wybieranie wysoko przetworzonych produktów, wypełnionych konserwantami, utrwalaczami smaku, sztucznymi barwnikami, słodkich gazowanych napojów oraz produktów typu instant. Nie zawierają one żadnych wartości odżywczych, zazwyczaj mają wiele pustych kalorii. Nawet, jeśli na opakowaniu słodzonych cukrem płatków śniadaniowych jest napisane, że zawierają całą tęczę witamin- to ściema. Może i zawierają jakieś tam śladowe ilości, ale skąd mamy widzieć, czy one w ogole się wchłaniają?

2. Spożywanie posiłków podczas oglądania telewizji, czytania gazety, surfowania po internecie i innych czynności, które odwracają Twoją uwagę i ograniczają świadomość zarówno czynności jedzenia, jak i ilości pożywienia. Dobra, też mam z tym problem. Ale tylko przy śniadaniach tak robię, bo lubię zacząć dzień z moim ulubionym serialem 😉 ale teraz już nauczyłam się, żeby co chwilę skupić się na jedzeniu i na tym, czy przypadkiem się już nie najadłam. ZDROWIE

3. Nieregularne spożywanie posiłków, pomijanie śniadań, nadrabianie wieczorem, objadanie się – o tym więcej w: 10 nawyków, które wyjdą Ci na zdrowie.

4. Jedzenie słodyczy na pusty żołądek. Istnieje taki mit, że jak się je słodycze na czczo to nie tuczą. Tymczasem, gdy na pusty żołądek zjemy coś, co zawiera dużo cukru, trzustka w ekspresowym tempie wydziela insulinę, aby obniżyć poziom cukru we krwi. Poziom glukozy w krwioobiegu staje się niedostateczny i nie dość, że zaczynamy być ospali, to za chwilę znów głodni. Wówczas łatwo uzależnić się od cukru. Jeszcze większy problem pojawia się, gdy zbyt często jemy słodycze i nasz organizm zaczyna ignorować krążącą insulinę, a wtedy chęć zjedzenia czegoś słodkiego jeszcze bardziej wzrasta, stając się nałogiem. A niewykorzystane kalorie kierowane są do tkanki tłuszczowej. W dzisiejszych czasach problem z wahaniami insuliny może mieć każdy. I baardzo dużo osób ma, w tym dzieci. Insulina jest produkowana przez trzustkę i jej zadaniem jest obniżanie stężenia glukozy we krwi. Kieruje ona cukry bezpośrednio do wątroby, gdzie zostają przetworzone na glikogen, który wykorzystywany jest przez mięśnie. Insulina pomaga także przetworzyć glukozę w kwasy tłuszczowe, które kieruje do komórek tłuszczowych. Ważne zatem, by ani się nie głodzić, ani nie przejadać, a słodycze w rozsądnych ilościach mogą być deserem po zdrowym i dobrze zbilansowanym obiedzie.

5. Brak planowania posiłków. Jeśli nie masz zaplanowanych posiłków na następny dzień (lub kilka dni), wówczas najłatwiej jest wpaść w pułapkę – „Nie mam pomysłu na obiad – zjedzmy coś na mieście!”. Dlatego planowanie jest jednym z najważniejszych elementów zdrowego i świadomego odżywiania.

6. Picie coca-coli light, słodzenie aspartamem, jedzenie jogurtów i produktów bez tłuszczu. Zwykle, gdy jesz cukier, Twój organizm rejestruje słodki smak i wyciąga wniosek, że bardzo słodkie rzeczy oznaczają mnóstwo kalorii. Natomiast, gdy spożywasz coś słodkiego, ale z małą ilością kalorii, organizm zacznie się sam domagać brakujących kalorii, wskutek czego zjesz ich więcej, niż ktoś kto faktycznie ich sobie dostarczył. Drugim efektem może być brak uruchomienia procesów metabolicznych z uwagi na brak impulsu w postaci kalorii. Gdy następnym razem zjesz np. pączka, Twój organizm pomyśli: „To nic takiego” i nie zada sobie trudu, by te kalorie spalać, bo przecież one nic nie znaczą.

7. Picie alkoholu przy każdej możliwej okazji. Alkohol wpływa na procesy hormonalne sprzyjające magazynowaniu tłuszczu i zmniejszaniu przyrostu tkanki mięśniowej. Natychmiast po wypiciu alkoholu organizm wyczerpuje całe zapasy glikogenu zawartego w wątrobie i dlatego czujemy głód. Dodatkowo alkohol sprzyja odpuszczaniu kontroli i osłabieniu silnej woli, dlatego jemy i jemy i jemy. Oczywiście wszystko jest dla ludzi, byle tylko w odpowiednich ilościach 🙂

 

4 powody, przez które (ty)jemy

powody-tyjemy

Nasza średnia waga wciąż rośnie. Z danych Instytutu Żywności i Żywienia wynika, że ponad 60% mężczyzn i blisko połowa kobiet w Polsce ma nadwagę lub otyłość. Ten sam problem dotyka co trzeciego chłopca w wieku szkolnym i co piątą dziewczynkę. Od dawna mówi się o epidemii otyłości, nawet już pandemii.

Powód pierwszy: nierealny cel

Dlaczego tak się dzieje? Mam wrażenie, że im więcej mówimy o otyłości, tym bardziej tyjemy. Ciągła moda na bycie fit, tak przesadnie fit, powoduje, że wiele osób nawet nie chce się za to zabierać. Czasami, gdy widzę w internecie tę pogoń za idealną figurą, idealnie i nienaturalnie umięśnionym ciałem, bez śladu tkanki tłuszczowej, mnie samą dopada rezygnacja. Ile to trzeba wiedzieć o takim „prawidłowym” odżywianiu, ile mogę białka, a ile węglowodanów, a ile tłuszczu. I żeby jeszcze kalorie się zgadzały… Gdy osoba otyła obserwuje ten trend, myśli sobie: „Ileż to wysiłku musiałabym włożyć, żeby tak wyglądać, żeby osiągnąć ten ideał?” i kiedy myśli o całym tym trudzie, to jej się już nie chce z tym walczyć. I wcale się nie dziwię. Tyjemy, ponieważ narzuca nam się nierealny do osiągnięcia, a często niezdrowy ideał ciała. I ciągle promuje się jakieś diety: a to niskotłuszczową, a to niskowęglowodanową, a to niskobiałkową… Po co?

Powód drugi: brak pewności siebie

W ostatnich latach doszło do rozszczepienia ideału zdrowia i urody. Żyjemy w czasach, gdy od kobiet wymaga się porzucenia kobiecości. Narzuca się nam obowiązek naśladowania idealnego wzoru, który jest niezgodny z naszą naturalną budową. Jeszcze niedawno tym ideałem były modelki – wysokie, szczupłe, wręcz wychudzone. Obecnie – nienaturalnie umięśnione ciało. W obu przypadkach – dana nam przez naturę zdolność gromadzenia energii na wypadek głodu – jest definitywnie tępiona. To promowane, idealne ciało ma co najmniej o połowę mniej tkanki tłuszczowej niż przeciętna kobieta. Jak dowodzą badania Duane Hargreaves i Mariki Tiggemann z Flinders University, kobiety zniekształcają obraz swego ciała, przeceniając jego rozmiary. Odkąd kobiety zaczęły porównywać się z tymi wzorcami, straciły pewność siebie. Oglądając piękne modelki wstydzą się swych kilogramów, ale też czują gniew i przygnębienie.

Powód trzeci: nieumiejętność rozpoznawania i radzenia sobie z emocjami

Emocje te powodują, że łatwo uciekamy do przekąsek, podjadania, przegryzania. Ciągle jemy. Karmimy siebie i innych, żeby coś załatwić, zaspokoić różne potrzeby, ukoić emocje. Jedzenie jest panaceum na każde zło: na smutek, na stres, na samotność, pustkę i złość. A bierze się to oczywiście z dzieciństwa. Kiedy niemowlę jest karmione przez matkę, czuje się bezpiecznie. Dodatkowo mleko matki ma słodki smak, dlatego tak lubimy słodkości. Często niemowlę je, choć nie jest głodne, by zatrzymać matkę przy sobie. Rodzice, którzy nie mogą zapewnić dziecku wsparcia, stabilnego emocjonalnie otoczenia – kompensują to, przekarmiając je. Dr William Colmer z University of Calgary dowiódł, że ponad 90% ludzi odczuwa przypływ apetytu, który nie ma nic wspólnego z prawdziwą potrzebą jedzenia. Z głodem mylimy lęk, napięcie i poczucie zagrożenia. A więc tyjemy między innymi dlatego, ponieważ żyjemy w stresie i nie potrafimy tego rozpoznać. Wg badań dr Anny Brytek-Matera, osoby otyłe w sytuacji stresu uruchamiają strategie oparte na emocjach, tj. zamiast na rozwiązaniu problemu, zajmują się poprawianiem swojego samopoczucia. Jest to źródłem jeszcze większego stresu, ponieważ powoduje, że objadamy się, a później czujemy się okropnie, pełne wstydu i poczucia winy.

Powód czwarty: chudnięcie jako cel życia

Badania April Falkon i Paula Rozina, psychologów z Pennsylvania University dowodzą, że kobiety pragną mieć figurę szczuplejszą niż ta, która podoba się mężczyznom. Szczupła sylwetka staje się obsesją, wiele kobiet chce pozbyć się tkanki tłuszczowej nawet, gdy ta i tak jest już na niskim poziomie. Media wiążą szczupłą sylwetkę ze szczęściem, wysoką pozycją społeczną, sukcesem, miłością. Kiedy schudnę – osiągnę to wszystko. Ale tak na prawdę, gdy nie przerobimy tego czegoś w głowie, gdy to nie będzie też nasza wewnętrzna przemiana – czyli świadoma zmiana całego stylu życia, efektem odchudzania będzie niestety jedynie rozczarowanie i szybki powrót do dawnej wagi, albo i większej. Jeśli zmiana dotyczy tylko wyglądu zewnętrznego, ujawniają się tłumione dotąd emocje. Problemy z partnerem, z samotnością, z pracą nie znikają wraz z traconymi kilogramami. Pojawia się rozczarowanie, bo przecież tyle wysiłku, tyle wyrzeczeń – i po co to wszystko?  A tu tym bardziej trzeba trzymać się diety, by utrzymać wagę.

Bywa też tak, że powracające kilogramy są nawet wygodne. Profesor Alicja Głębocka mówi, że jest to formą samoutrudniania: „Nadwaga bywa poręczną wymówką, czemu nie mogę zrobić tego, czy tamtego, dlaczego z tym, czy owym mam problem. Mam nadwagę – i to wszystko wyjaśnia”. Często osoby otyłe, które natrętnie liczą kalorie, nie myślą o swoich potrzebach, żyją z poczuciem krzywdy, czują się gorsze, nie robią nic, co mogłoby je uszczęśliwić, nie chodzą na tańce, na basen, nie chodzą nigdzie. Czekają aż schudną i wtedy zaczną żyć. A im dłużej czekają, tym więcej kilogramów wyświetla ich waga.

„Dieta” powinna być rozumiana, jako zdrowy styl całego życia. Nie musimy się ODCHUDZAĆ. Przede wszystkim musimy stawić czoło czynnikom, które powodują, że sięgamy po coś, co jest dla nas szkodliwe. Czasami jest to tylko kwestia uświadomienia sobie jakiegoś nawyku, a czasami potrzebna jest głębsza praca, np. podczas psychoterapii. Bo zdrowie to nie tylko zgrabne ciało, ale też nasz dobrostan psychiczny.

A zdrowa „dieta” to spożywanie 4-5 posiłków dziennie, jedzenie co 2-3 godziny produktów jak najmniej przetworzonych, dużo warzyw i owoców, kasz, dobrego chleba, wody. Do tego aktywność fizyczna i dbanie o to, by żyć przyjemnie: masaż, wino, tańce, czekolada – czemu nie? Każdy sam musi znaleźć swój złoty środek.

Nie czekaj, aż schudniesz – zacznij żyć! A waga pójdzie za Tobą 🙂