4 powody, przez które (ty)jemy

powody-tyjemy

Nasza średnia waga wciąż rośnie. Z danych Instytutu Żywności i Żywienia wynika, że ponad 60% mężczyzn i blisko połowa kobiet w Polsce ma nadwagę lub otyłość. Ten sam problem dotyka co trzeciego chłopca w wieku szkolnym i co piątą dziewczynkę. Od dawna mówi się o epidemii otyłości, nawet już pandemii.

Powód pierwszy: nierealny cel

Dlaczego tak się dzieje? Mam wrażenie, że im więcej mówimy o otyłości, tym bardziej tyjemy. Ciągła moda na bycie fit, tak przesadnie fit, powoduje, że wiele osób nawet nie chce się za to zabierać. Czasami, gdy widzę w internecie tę pogoń za idealną figurą, idealnie i nienaturalnie umięśnionym ciałem, bez śladu tkanki tłuszczowej, mnie samą dopada rezygnacja. Ile to trzeba wiedzieć o takim „prawidłowym” odżywianiu, ile mogę białka, a ile węglowodanów, a ile tłuszczu. I żeby jeszcze kalorie się zgadzały… Gdy osoba otyła obserwuje ten trend, myśli sobie: „Ileż to wysiłku musiałabym włożyć, żeby tak wyglądać, żeby osiągnąć ten ideał?” i kiedy myśli o całym tym trudzie, to jej się już nie chce z tym walczyć. I wcale się nie dziwię. Tyjemy, ponieważ narzuca nam się nierealny do osiągnięcia, a często niezdrowy ideał ciała. I ciągle promuje się jakieś diety: a to niskotłuszczową, a to niskowęglowodanową, a to niskobiałkową… Po co?

Powód drugi: brak pewności siebie

W ostatnich latach doszło do rozszczepienia ideału zdrowia i urody. Żyjemy w czasach, gdy od kobiet wymaga się porzucenia kobiecości. Narzuca się nam obowiązek naśladowania idealnego wzoru, który jest niezgodny z naszą naturalną budową. Jeszcze niedawno tym ideałem były modelki – wysokie, szczupłe, wręcz wychudzone. Obecnie – nienaturalnie umięśnione ciało. W obu przypadkach – dana nam przez naturę zdolność gromadzenia energii na wypadek głodu – jest definitywnie tępiona. To promowane, idealne ciało ma co najmniej o połowę mniej tkanki tłuszczowej niż przeciętna kobieta. Jak dowodzą badania Duane Hargreaves i Mariki Tiggemann z Flinders University, kobiety zniekształcają obraz swego ciała, przeceniając jego rozmiary. Odkąd kobiety zaczęły porównywać się z tymi wzorcami, straciły pewność siebie. Oglądając piękne modelki wstydzą się swych kilogramów, ale też czują gniew i przygnębienie.

Powód trzeci: nieumiejętność rozpoznawania i radzenia sobie z emocjami

Emocje te powodują, że łatwo uciekamy do przekąsek, podjadania, przegryzania. Ciągle jemy. Karmimy siebie i innych, żeby coś załatwić, zaspokoić różne potrzeby, ukoić emocje. Jedzenie jest panaceum na każde zło: na smutek, na stres, na samotność, pustkę i złość. A bierze się to oczywiście z dzieciństwa. Kiedy niemowlę jest karmione przez matkę, czuje się bezpiecznie. Dodatkowo mleko matki ma słodki smak, dlatego tak lubimy słodkości. Często niemowlę je, choć nie jest głodne, by zatrzymać matkę przy sobie. Rodzice, którzy nie mogą zapewnić dziecku wsparcia, stabilnego emocjonalnie otoczenia – kompensują to, przekarmiając je. Dr William Colmer z University of Calgary dowiódł, że ponad 90% ludzi odczuwa przypływ apetytu, który nie ma nic wspólnego z prawdziwą potrzebą jedzenia. Z głodem mylimy lęk, napięcie i poczucie zagrożenia. A więc tyjemy między innymi dlatego, ponieważ żyjemy w stresie i nie potrafimy tego rozpoznać. Wg badań dr Anny Brytek-Matera, osoby otyłe w sytuacji stresu uruchamiają strategie oparte na emocjach, tj. zamiast na rozwiązaniu problemu, zajmują się poprawianiem swojego samopoczucia. Jest to źródłem jeszcze większego stresu, ponieważ powoduje, że objadamy się, a później czujemy się okropnie, pełne wstydu i poczucia winy.

Powód czwarty: chudnięcie jako cel życia

Badania April Falkon i Paula Rozina, psychologów z Pennsylvania University dowodzą, że kobiety pragną mieć figurę szczuplejszą niż ta, która podoba się mężczyznom. Szczupła sylwetka staje się obsesją, wiele kobiet chce pozbyć się tkanki tłuszczowej nawet, gdy ta i tak jest już na niskim poziomie. Media wiążą szczupłą sylwetkę ze szczęściem, wysoką pozycją społeczną, sukcesem, miłością. Kiedy schudnę – osiągnę to wszystko. Ale tak na prawdę, gdy nie przerobimy tego czegoś w głowie, gdy to nie będzie też nasza wewnętrzna przemiana – czyli świadoma zmiana całego stylu życia, efektem odchudzania będzie niestety jedynie rozczarowanie i szybki powrót do dawnej wagi, albo i większej. Jeśli zmiana dotyczy tylko wyglądu zewnętrznego, ujawniają się tłumione dotąd emocje. Problemy z partnerem, z samotnością, z pracą nie znikają wraz z traconymi kilogramami. Pojawia się rozczarowanie, bo przecież tyle wysiłku, tyle wyrzeczeń – i po co to wszystko?  A tu tym bardziej trzeba trzymać się diety, by utrzymać wagę.

Bywa też tak, że powracające kilogramy są nawet wygodne. Profesor Alicja Głębocka mówi, że jest to formą samoutrudniania: „Nadwaga bywa poręczną wymówką, czemu nie mogę zrobić tego, czy tamtego, dlaczego z tym, czy owym mam problem. Mam nadwagę – i to wszystko wyjaśnia”. Często osoby otyłe, które natrętnie liczą kalorie, nie myślą o swoich potrzebach, żyją z poczuciem krzywdy, czują się gorsze, nie robią nic, co mogłoby je uszczęśliwić, nie chodzą na tańce, na basen, nie chodzą nigdzie. Czekają aż schudną i wtedy zaczną żyć. A im dłużej czekają, tym więcej kilogramów wyświetla ich waga.

„Dieta” powinna być rozumiana, jako zdrowy styl całego życia. Nie musimy się ODCHUDZAĆ. Przede wszystkim musimy stawić czoło czynnikom, które powodują, że sięgamy po coś, co jest dla nas szkodliwe. Czasami jest to tylko kwestia uświadomienia sobie jakiegoś nawyku, a czasami potrzebna jest głębsza praca, np. podczas psychoterapii. Bo zdrowie to nie tylko zgrabne ciało, ale też nasz dobrostan psychiczny.

A zdrowa „dieta” to spożywanie 4-5 posiłków dziennie, jedzenie co 2-3 godziny produktów jak najmniej przetworzonych, dużo warzyw i owoców, kasz, dobrego chleba, wody. Do tego aktywność fizyczna i dbanie o to, by żyć przyjemnie: masaż, wino, tańce, czekolada – czemu nie? Każdy sam musi znaleźć swój złoty środek.

Nie czekaj, aż schudniesz – zacznij żyć! A waga pójdzie za Tobą 🙂

10 nawyków, które wyjdą Ci na zdrowie

 

 

Oto lista nawyków, które wyjdą Ci na zdrowie:

 1. Regularne jedzenie pięciu nieobfitych posiłków. Hunzowie (plemię najzdrowszych i najdłużej żyjących ludzi na świecie) zawsze najadają się tylko do 80%. Trzeba tego spróbować 😉

2. Jedzenie śniadań w ciągu 1,5 godziny od przebudzenia się;

3. Zaczynanie dnia od posiłku bogatego w węglowodany, błonnik i białko;

4. Unikanie przekąsek między posiłkami;

5. Jedzenie kolacji około trzech godzin przed położeniem się do łóżka;

6. Spożywanie posiłków w spokoju, bez nerwów, bez pośpiechu i skupianie się tylko na jedzeniu;

7. Dbanie o zróżnicowaną dietę;

8. Spożywanie dużej ilości wody;

9. Aktywność fizyczna;

10. Świadome wybieranie produktów spożywczych, dbanie o ich jakość, uważne czytanie etykiet i wybieranie produktów jak najmniej przetworzonych.

 

A teraz przyjrzyjmy się niektórym z nich:

Śniadanie

Gdy śpimy, po kilku godzinach metabolizm spowalnia i jeśli nie pobudzimy go rano śniadaniem, będzie pozostawał w tym zwolnionym tempie do pierwszego posiłku. Co więcej, przez noc wykorzystane zostaje 80% zapasu glikogenu w mięśniach, z których to organizm czerpie energię. Jeśli masz aktywny dzień, od razu wykorzystasz pozostałe 20% na zwykłe czynności, po czym organizm zacznie czerpać energię… NIE, NIE Z TŁUSZCZU, ALE Z MIĘŚNI. Później, po południu zaczynasz jeść i już nie masz gdzie tego spalić, dlatego nadwyżka kalorii odkłada się w tkance tłuszczowej – bo procesy trawienne nie zostały uruchomione odpowiednio wcześnie.

Spożywanie posiłków w spokoju i z uważnością

Może Ci się wydawać, że masz podzielną uwagę i jesteś w stanie jednocześnie delektować się posiłkiem i oglądać film, ale niestety nie ma czegoś takiego, jak podzielność uwagi 🙁 uwaga przeskakuje szybko z jednego bodźca na drugi i tak – gdy jesz pyszną potrawę i oglądasz wciągający film, mózg nie będzie skupiał się na obu rzeczach i skupi się tylko na filmie, w ten sposób Ty się przejesz, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, kiedy cała potrawa zniknęła z talerza, a co gorsze – nie poczujesz jej smaku :/

Więcej snu, mniej pracy

Prawie każda praca wiąże się ze stresem. Stres wywołuje ogromne zamieszanie w gospodarce hormonalnej, zmniejsza tempo przemiany materii, powoduje zmęczenie, znużenie i wysysa z nas energię. Stres w pracy często powoduje, że nawet podczas przerwy nie jesteśmy w stanie zjeść posiłku w spokoju, a bardzo często jest tak, że w pracy nie mamy w ogóle przerw i jemy w pośpiechu w wolnej chwili, „na raty”. Ja też niedawno wpadłam w wir pracy biurowej, wszystko było na mojej głowie, a regularne posiłki poszły na bok. Nie miałam ustalonego czasu na przerwę, więc jadłam w stresie, „między klientami”, bo przecież jak w tej chwili szybko czegoś nie zrobię, to firma upadnie… Ale na szczęście w odpowiednim czasie uświadomiłam sobie, że mi się przerwa po prostu należy, a obowiązki mogą chwilę poczekać. Poza tym, skutki takiego jedzenia odbiją się na naszym zdrowiu, może jeszcze nie teraz, ale w przyszłości niedalekiej na pewno.

Sen – najbardziej korzystna dawka to 7-8 godzin. Również dobroczynne działanie ma krótka drzemka w ciągu dnia. Badania wykazują, że osoby, które śpią mniej niż 7 godzin i więcej niż 9 godzin na dobę, ważą więcej, mają słabszą odporność i żyją krócej. Zarówno niedobór, jak i nadmiar snu wpływa na zaburzenia apetytu. Natomiast krótka drzemka w ciągu dnia to prawdziwy zastrzyk energii na dalszą jego część. Pamiętaj, że im mniej masz energii, tym trudniej jest kontrolować apetyt.

Aktywność fizyczna

Brak aktywności fizycznej jest nawykiem, podobnie jak regularne uprawianie sportu. Czasami wmawiasz sobie, że Ci się nie chce, że nie lubisz, że nie masz gdzie, nie masz pieniędzy, że nie masz czasu ćwiczyć – wymówka gotowa. A każde usprawiedliwianie się i każdy pretekst służą zrzuceniu z siebie odpowiedzialności i poczucia winy. Przykro mi, ale ruch jest niezbędny dla Twojego ciała, by utrzymywać zdrowie i mieć panowanie nad wagą. Nie zawsze musisz mieć ochotę na basen, bieganie, czy siłownię, ale pamiętaj, że to systematyczność jest kluczem do sukcesu. Nie można też ze sportem przesadzać, nie musisz ćwiczyć codziennie. Twój organizm też potrzebuje odpoczynku. Gdy nie dasz mu chwili na regenerację, będziesz czuć się słabo, a efekty i tak nie będą widoczne. Od ćwiczeń też można się uzależnić, a jak wiadomo, każde uzależnienie jest ucieczką od czegoś. A w sporcie chodzi o przyjemność, o endorfiny i o to, że po skończonym treningu mówisz sobie „Ale jestem z siebie zadowolona!”.

Dziękuję za uwagę 🙂

Kim jest psychodietetyk?

kim-jest-psychodietetyk

Psychodietetyk – sama nazwa brzmi dumnie. Niestety jeszcze nie wielu z nas rozumie, co się pod nią kryje. Jedni wyobrażają sobie, że to ktoś, kto pracuje w szpitalu psychiatrycznym, z osobami chorymi na anoreksję lub bulimię. Inni uważają, że jeszcze nie jest z nimi aż tak źle, że jeszcze nie zwariowali, żeby udać się do PSYCHOdietetyka.

Dietetyk może pomóc w ułożeniu konkretnego jadłospisu, wyliczyć idealną dawkę kalorii, powiedzieć co jeść, a czego nie jeść, by osiągnąć wymarzoną wagę. Ale to nie jadłospis jest kluczem do sukcesu. Osoba pozostająca tylko z rozpisanym planem żywienia, jest zdana dalej tylko na siebie, a z przestrzeganiem jadłospisu bywa różnie. Sama kilkakrotnie korzystałam z pomocy dietetyków. Niestety, za każdym razem po wyjściu z gabinetu, pozostawałam sama z kilkoma kartkami jadłospisu. Na początku mobilizacja była duża – „najpierw zakupy, a później od poniedziałku zaczynam dietę”. Kończyłam ją zazwyczaj w czwartek. Co więcej, żaden ze specjalistów nigdy nie wspominał o kolejnych spotkaniach kontrolnych. Czyżby sami nie wierzyli w skuteczność swoich diet? W końcu miałam już dość ciągłego myślenia o tym, co można jeść, a czego nie można. Gdy przestałam myśleć o dietach, a zaczęłam jeść z głową to, co naprawdę lubię, waga w końcu zaczęła być dla mnie uprzejma. I tak zainteresowałam się psychodietetyką.

Nasze odżywianie jest bardzo ważną, a zarazem delikatną sferą, ponieważ nie dotyczy tylko fizjologii – jemy, bo jesteśmy głodni, ale bardzo mocno wiąże się z naszą psychiką. Badania dowodzą, że proces stosowania diety (nawet tej ułożonej przez dietetyka) już sam w sobie doprowadza do upośledzenia kontroli odżywiania. Dotychczasowe badania pokazują, że 25% – 44% osób rozpoczynających odchudzanie cierpi następnie na napady objadania (Speer i Speer, 1998), a około 95% osób, którym udało się schudnąć wraca do wagi sprzed odchudzania lub wyższej (Garner i Wooley, 1991; Stunkard i Pennick, 1979; Wilson i Brownell, 1980).

Praca z psychodietetykiem ma na celu nie tylko ułożenie dopasowanego jadłospisu, ale to przede wszystkim praca nad zmianą nawyków – zachowaniami, emocjami i sposobem myślenia. Psychodietetyk pełni rolę doradcy żywieniowego, ale też wykorzystuje wiedzę psychologiczną. Poprzez rozmowę, zadawanie odpowiednich pytań oraz ćwiczenia, bezpiecznie przeprowadza klienta przez proces chudnięcia. Psychodietetyk nie narzuca gotowych rozwiązań, nie mówi czego nie wolno, a co trzeba. Klient poznaje mechanizmy, które rządzą jego apetytem i ciałem, by potrafił sobie z nimi poradzić.

Psychodietetyka to też nie psychoterapia, ani terapia zaburzeń odżywiania. Psychodietetyk, w przypadku zdiagnozowania zaburzeń odżywiania, kieruje osobę do psychoterapeuty lub psychiatry. Warto natomiast wiedzieć, że praca z psychodietetykiem podczas odchudzania zabezpiecza przed rozwinięciem się zaburzeń odżywiania.

Psychodietetyk, choć posiada wiedzę na temat zdrowego odżywiania nie jest dietetykiem – nie zajmuje się doradztwem żywieniowym dla osób z chorobami dietozależnymi. Pracuje natomiast z osobami, które otrzymały zalecenia dietetyczne i odczuwają trudności we wdrażaniu zmian w swoim życiu. Z pomocy psychodietetyka mogą skorzystać osoby, które zmagają się ze swoją masą ciała, ale również każdy, kto chce dokonać zmian w swoim odżywianiu.

Źródła:

  • Garner, D. M. I Wooley, S.C. (1991). Confronting the failure of behavioral and dietary treatments for obesity. Clinical Psychology Review, 11, 729-780.
  • Speer, S. J. I Speer, A.J. (1998). Ambulatoryjne leczenie otyłości u osób dorosłych . Sport i zdrowie. Leczenie otyłości. Medycyna po Dyplomie, 7, 148-157.

Co się stanie, gdy zbyt gwałtownie wprowadzisz zmiany w swoim żywieniu?

aaaa

Zbliża się koniec listopada, gorący okres przed świętami i… SYLWESTREM 🙂 wszyscy wpadają w szał, bo trzeba teraz szybko schudnąć, żeby wcisnąć się w sylwestrową kreację (to nic, że można kupić sobie coś nowego, no ale…)

Niestety wiele osób robi coś bardzo niedobrego – wyszukuje gotowe diety w internecie, albo postanawia diametralnie zmienić swój sposób odżywiania, czyli zero słodyczy, zero fast foodów, ziemniaków, schabowych, coli, itd.

I może przez pierwszych kilka dni jest nawet przyjemnie, widzimy pozytywne zmiany, to z naszą psychiką nie do końca jest w porządku.

Tu pojawia się pojęcie samokontroli. Samokontrola, inaczej samodyscyplina, to umiejętność kontrolowania emocji i zachowań. Jest ona składową wolnej woli. To dzięki niej jesteś w stanie oprzeć się pokusie oraz działaniu pod wpływem impulsu. Krótko mówiąc samokontrola zależna jest od Ciebie i Twoich decyzji. Badania wskazują, że ludziom o większej samokontroli lepiej wiedzie się w życiu – sprawniej radzą sobie ze stresem i frustracjami, jako dzieci w szkole mają lepsze stopnie, a jako dorośli rzadziej się rozwodzą. Natomiast niedostatki samokontroli często miewają katastrofalne skutki, mogą leżeć u podłoża agresji, uzależnień, depresji i nawracania niechcianych myśli.

Samokontrola jest trudna, nawet w przypadku naszych własnych myśli. Często myślimy wcale nie to, co chcielibyśmy myśleć. Znacie eksperyment z białym niedźwiedziem? Jeśli nie, brzmi to tak: pomyśl o białym niedźwiedziu… a teraz przestań o nim myśleć. Chodzi o to, że próby zahamowania myśli na dany temat skutkują tylko i wyłącznie tym, że myślimy o tym jeszcze więcej. I tak, gdy postanawiasz nie jeść słodyczy – widzisz je wszędzie i masz na nie jeszcze większą ochotę. Kiedy trochę Ci się przytyje i postanawiasz przejść na dietę – masz ochotę na wszystko co zabronione. Na widok pizzerii, która kiedyś nie budziła Twoich emocji – teraz burczy Ci w brzuchu. Na widok czekolady leżącej na stole – skręca Cię w środku.

Po pewnym czasie „powstrzymywania się” i tak zjadasz czekoladę i to jeszcze większe jej ilości, niż dotychczas. Słodycze stają się dobrem, którym nie możesz się najeść. Dzieje się tak, ponieważ w tym momencie następuje wyczerpanie woli. Nasza wola jest zasobem ograniczonym i wskutek jej używania po prostu się zużywa. Z czasem łatwiej ulegamy pokusom, a paradoksalnie – im więcej wysiłku włożysz w samoregulację, tym szybciej wyczerpią się zapasy energii niezbędnej do stawienia czoła wyzwaniom. Dodatkowo pogarsza się nasze samopoczucie i co gorsza – samoocena leci w dól… Kiedy sobie czegoś zabraniamy, po jakimś czasie narasta w nas frustracja. Dlatego pozostawanie na diecie – prędzej, czy później – kończy się porażką 🙁 Jeśli nawet osiągniemy swój cel, bardzo łatwo jest wrócić do starych nawyków, bo przecież przez ten czas tyle sobie odmawialiśmy. Jemy więcej, ciężko jest nam się znów kontrolować, a masa ciała rośnie…

Ja oczywiście też mam za sobą niefajną przygodę z pewną głupią dietą. Kiedyś, gdy jeszcze nic nie wiedziałam o zasadach zdrowego odżywiania, a trochę mi się przytyło, postanowiłam przejść na dietę kopenhaską… A jest to jedna z najgorszych diet, wyniszczająca organizm, dieta głodówkowa. Już pierwszego dnia miałam ochotę na wszystko inne, tylko nie na to, co powinnam na tej diecie jeść. To był koszmar. Wytrzymałam kilka dni, a kiedy nie miałam siły wstać rano z łóżka, stwierdziłam, że coś jest nie tak i oczywiście rzuciłam się na jedzenie 🙂

Wprowadzanie zmian w swoim jadłospisie powinno być procesem bardzo powolnym, każdy krok powinien być świadomie podjęty. Czyli znów metoda małych kroków. Jeśli czujesz, że uporałaś/uporałeś się z jednym nawykiem, możesz zacząć myśleć, jak uporać się z kolejnym.

Niektórzy psychologowie twierdzą, że nie da się wyeliminować już istniejącego nawyku. Można tylko jeden nawyk zastąpić innym. Dlatego zastanów się, w jaki sposób możesz zmienić zły nawyk, na taki, który nie będzie negatywnie odbijał się na Twoim zdrowiu. Przykładowo tradycyjne słodycze można zastąpić smakołykami, które przygotujemy sami w domu, ze zdrowych składników (Pralinki kokosowe, Pralinki czekoladowo-orzechowe). Jest szansa, że po jakimś czasie te sklepowe nie będą nam już smakować 🙂

Zmiany trzeba wprowadzać tak, by nie były dla nas ogromnym wyzwaniem, by nie wyczerpywały naszej woli, tylko dodawały pozytywnej energii i motywowały do kolejnych kroków.

A jeśli poczujesz, że i przy małych zmianach wyczerpuje się Twoja wola, pamiętaj, że tym co ją ładuje jest sen, odpoczynek, pozytywne emocje i racjonalnie uzupełniany poziom glukozy we krwi.

Źródła:

Klaudia Pingot, Aleksandra Buchholz, FitMind – schudnij bez diet, Sensus 2014

Bogdan Wojciszke, Człowiek wśród ludzi – Zarys psychologii społeczne, Wydawnictwo Naukowe SCHOLAR 2006

Nawyki, które decydują o naszym życiu

zmiana nawyków

 

Nawyki, to nasze automatyczne zachowania, wykonujemy je bez zastanowienia. Teoretycznie są dla nas pomocne, bo ułatwiają nam życie. Nie musimy za każdym razem, gdy zaburczy nam w brzuchu zastanawiać się, „co jest grane?” tylko idziemy do lodówki. Ale jak to w życiu bywa – jedne są dla nas korzystne, jak np. picie rano wody z cytryną, inne wręcz odwrotnie, jak spóźnianie się, podjadanie, wyładowywanie stresu na najbliższych.

Każdy z nas posiada wiele nawyków, których chciałby się pozbyć lub wymienić na inne, korzystne nawyki.

Z naukowego punku widzenia wygląda to tak, że nawyk jest związkiem asocjacyjnym między bodźcem warunkowym a reakcją, przy współudziale wzmocnienia, czyli nagrody. Bodziec warunkowy to otoczenie, kontekst lub sytuacja, w której się znajdujemy, które to mogą być sygnałem do wykonania określonego zachowania, po którym oczekujemy nagrody. Czyli krótko mówiąc, mamy taką sytuację: jestem w domu, zjadłam obiad, więc teraz pora na kawkę i coś słodkiego. Długo nie trzeba tutaj szukać nagrody 🙂

Wszystko to ma swój początek w mózgu. Jedną z podstawowych struktur uczestniczących w powstawaniu nawyku jest prążkowie – część podkorowa biorąca udział w zapamiętywaniu czynności rutynowych. Współtworzy ono układ nagrody, dzięki któremu odczuwamy przyjemność, a nasze uzależnienia rozwijają się. Drugi ważny element to hipokamp – struktura ściśle związana z procesami zapamiętywania i uczenia się. To hipokamp koduje doświadczenia tak, by mogły być długo przechowywane i wykorzystywane, gdy tylko zajdzie taka potrzeba. Wszystko to brzmi bardzo smutno, bo nam się wydaje, że mamy wpływ na nasze zachowanie, a często nieświadomie wykonujemy tylko polecenia naszego mózgu 🙂

Takie są fakty, ale to jeszcze nie znaczy, że nie możemy nic z tym zrobić. Oczywiście, że możemy takie zachowania kontrolować, wszystko zależy od naszej motywacji i determinacji. Nawet nasz mózg można przechytrzyć, tylko trzeba go odpowiednio zaprogramować 🙂

Różne są teorie na temat czasu, jaki jest nam potrzebny, by wytworzyć nawyk, ale na ogół mówi się o 21 dniach. Aby zmiana była skuteczna, powinno się zmieniać pojedynczo kolejne nawyki. Moim nawykiem (tym dobrym!) jest picie rano wody z miodem i cytryną (dla mnie najłatwiej jest wprowadzać takie drobne nawyki rano, kiedy wiem, że mam coś zrobić, a mózg jeszcze się nie rozbudził), omlety na śniadanie 😉 i chyba udało mi się już nie jeść deseru po obiedzie 🙂

Czasem nawyku można się pozbyć bez żadnych kombinacji, po prostu uświadamiasz go sobie, nazywasz i podejmujesz postanowienie o zmianie. Na przykład: „Nie jem przed telewizorem”. I się tego trzymasz.

Na nieszczeście z nawykami częściej jest tak, że ich pozbycie się nie jest za proste i trzeba się trochę pomęczyć. Nawyk jest odruchem warunkowym, który występuje po określonym bodźcu. Kiedy uświadomisz sobie, co u Ciebie wyzwala określone niechciane zachowanie, mamy już z górki. U mnie zawsze po obiedzie musiała być kawa, a do kawy coś słodkiego. To kawa wywoływała chęć zjedzenia czegoś jeszcze, więc zrezygnowałam z kawy. Nie ma kawy, nie ma słodkiego.

Uaktywnienie się każdego nawyku jest proste i wygląda w następujący sposób:

  1. Bodziec (impuls powstający przy spełnieniu konkretnych warunków).
  2. Reakcja (Twoje konkretne zachowanie wywołane przez bodziec).
  3. Nagroda (korzyść która następuje po Twojej reakcji).

Taki schemat działania można dopasować do każdego nawyku. Tak działają Twoje obecne nawyki i w taki sam sposób możesz wytworzyć nowe nawyki.

Teraz chciałabym żebyś wykonała/wykonał następujące ćwiczenie:

Ćwiczenie: Uświadom sobie swoje nawyki

Ćwiczenie jest dość proste. Chodzi o to, żebyś uświadomiła/uświadomił sobie swoje nawyki, te dobre i te złe. Ćwiczenie służy temu, byś sama/sam zdał sobie sprawę z tego, jak funkcjonują Twoje nawyki, i które z nich dominują w Twoim życiu. Tak jak w tabeli poniżej, wypisz kilka nawyków, uzupełniając także pola dotyczące bodźców, reakcji i nagród.

nawyk1

To właśnie zmiana drobnych nawyków wpływa na całe nasze życie. Metoda małych kroków poprawia nasze zdrowie, kondycję i samopoczucie – wszystko zależy od tego, jaki cel sobie postawisz.

 

Źródła:

Pingot K., Buchholz A., FitMind – schudnij bez diet, Sensus 2014

Mijakoska U., Diet Coaching – poradnik dla wiecznie odchudzających się, Samo Sedno 2012

Franken, R. E., Psychologia Motywacji, GWP 2005

Wpływ samooceny na odżywianie

161h-1

O poczuciu własnej wartości pisałam już jakiś czas temu (Pierwszy krok do zdrowia – poczucie własnej wartości). Teraz czas, by sobie trochę o nim przypomnieć i zastanowić się, jak to jest u mnie?

Oto kilka faktów o związku samooceny z odżywianiem:

  • Wysoka samoocena i akceptacja siebie pomogą Ci szybciej osiągnąć postawione przez Ciebie cele. Chcesz zdrowiej się odżywiać, zgubić zbędne kilogramy? Osoby pewne siebie i znające swoją wartość, szybciej i łatwiej odnoszą sukcesy w każdej dziedzinie swego życia.
  • Już w dzieciństwie powstaje Twoje zdanie o sobie, na podstawie tego, co słyszysz od rodziców, nauczycieli, rówieśników. W dorosłym życiu dalej opierasz się na tym, co mówią inni. Pamiętaj, że to za kogo się uważasz ma też bezpośredni wpływ na Twoje zachowanie, wygląd i wybory życiowe. Jeśli uważasz się za osobę, której ciężko podjąć decyzję, a tym trudniej w niej wytrzymać, ciężko będzie Ci zrobić krok naprzód.
  • Zarówno w dzieciństwie, jak i w dorosłym życiu, często nieświadomie powielamy wzorce, które mogą być dla nas nieprzydatne, a nawet szkodliwe. Oprócz powielania nawyków żywieniowych, powielamy też m.in. strategie budowania naszej samooceny. Dostajemy sygnały od społeczeństwa: mężczyzna – im więcej zasobów posiada, tym więcej znaczy, kobieta – im mniej waży, tym jest atrakcyjniejsza. A to wszystko jest nieprawdziwe i ograniczające, prowadzi jedynie do obniżenia samooceny i powoduje, że dalej stoimy w miejscu 🙁
  • Bardzo często rodzice, dziadkowie, opiekunowie,  nauczyciele – choć mają dobre intencje, popełniają dużo błędów – budują w dzieciach i młodzieży niskie poczucie własnej wartości i nawyk porównywania się :/
  • W wielu domach nie rozmawia się o emocjach, ponieważ jest to uznawane za objaw słabości. W rzeczywistości jest dokładnie na odwrót. Ukrywanie emocji i nieumiejętność rozmawiania o nich prowadzi do ich wypierania i braku akceptacji. To z kolei może wywołać chęć poszukiwania substytutów w postaci alkoholu lub na przykład niezdrowego jedzenia.
  • Pełna akceptacja siebie polega na świadomości, że każda cecha, którą posiadasz może być zarówno zaletą, jak i wadą. Wszystko zależy od kontekstu, a przede wszystkim od Twojej interpretacji. Nieśmiałość może być atrakcyjnie tajemnicza, a nadwaga może być seksowna 🙂

Poczucie własnej wartości już masz, jest wewnątrz Ciebie, pomaga Ci żyć. Ważne jest, by je rozwijać.

I tak jak obiecywałam, że pojawią się ćwiczenia, tak też jest 🙂

Przed Tobą dwa ćwiczenia, które wzmocnią Twoje poczucie własnej wartości, przypomną Ci o Twoich mocnych stronach, które ciągle są mocne, tylko trochę ostatnio o nich zapomniałaś/zapomniałeś.

Uwaga! Aby ćwiczenia spełniły swoje zadanie, należy je wykonać dokładnie wg instrukcji, tj. wziąć ołówek, kartkę, zastanowić się, pomyśleć, zapisać, znów zastanowić się i pomyśleć 🙂

Ćwiczenie nr 1: Praca na zasobach

  1. Wróć wspomnieniami do dzieciństwa. Wypisz na kartce sytuacje i zachowania rodziców/ opiekunów/ dziadków/ nauczycieli/ innych dorosłych lub rówieśników i ich słowa lub opinie, które mogły wpłynąć na Twoje postrzeganie siebie, akceptację siebie, poczucie własnej wartości.
  2. Jeśli któreś z nich były negatywne i wywołały w Tobie negatywny obraz siebie, wypisz, jakie pozytywne intencje mogły mieć osoby, które je wygłosiły. Mogły one nie mieć nic wspólnego z rzeczywistością, lecz służyć np. zmotywowaniu Cię do nauki, uprawiania sportu, do tego byś była/był „lepsza”/”lepszy” niż dziecko sąsiadów 😉
  3. Wypisz cechy, które u siebie cenisz.
  4. Wypisz cechy, których u siebie nie lubisz, a następnie znajdź konteksty i sytuacje, w których są one jednak przydatne. Zastanów się, jak te cechy możesz wykorzystać na swoją korzyść, co możesz zrobić, by nadać im inny sens.

Ćwiczenie nr 2: Z czego jesteś dumna/dumny?

Wypisz na kartce i dokończ poniższe zdania:

  1. Mam szczęście, bo…
  2. Jestem wdzięczna za to, że…
  3. Lubię ludzi za to, że…
  4. Czekam z niecierpliwością na kolejny dzień, bo…
  5. Jestem silna/silny, bo…
  6. jestem wrażliwa/wrażliwy, bo…
  7. Sens moim działaniom i przedsięwzięciom nadaje świadomość, że…

Jak się teraz czujesz? 🙂

Pamiętaj, że praca nad budowaniem silnego poczucia własnej wartości wymaga cierpliwości i czasu. Jest to proces, który może trwać od dwóch miesięcy do pół roku. Budowanie silnej samooceny następuje poprzez takie Twoje działania, które powodują, że rośnie Twoje poczucie bezpieczeństwa, a w rezultacie mija uczucie niepewności. Wtedy wzrasta pewność siebie, a Ty dostrzegasz nowe możliwości.

 

 

Źródła:

Klaudia Pingot, Aleksandra Buchholz, FitMind – schudnij bez diet, Sensus 2014

Urszula Mijakoska, Diet Coaching – poradnik dla wiecznie odchudzających się, Samo Sedno 2012

Wysiłek fizyczny wcale taki fajny nie jest…

wysiłek fizyczny

 

Jeśli już kilka razy próbowałaś/próbowałeś wprowadzić w swoje życie ćwiczenia, systematyczne treningi, wysiłek fizyczny i nadal tego nie cierpisz, doskonale zrozumiesz o czym teraz piszę. Natomiast jeśli wracasz do treningów po dłuższej lub krótszej przerwie – też zrozumiesz.

Jeśli ćwiczysz i uprawiasz sport regularnie, beż żadnych potknięć, tekst może być niezrozumiały, bo to o czym piszę, to stare dzieje 🙂

Otóż wysiłek fizyczny wcale taki fajny nie jest. Latami słyszysz o tym, że trzeba się ruszać, biegać, ćwiczyć z Chodakowską, bo to da Ci zdrowie, wymarzoną figurę i spełni wszystkie Twoje marzenia. Wszyscy dookoła chodzą na siłkę, biegają w maratonach, biorą udział w wyzwaniach Chodakowskiej, mówią o słynnych endorfinach. Ale Ty tego nie czujesz. Ilekroć postanawiasz sobie, że spróbujesz zrobić ten słynny „Killer”, kończy się to na zawrotach głowy i zadyszce po pierwszych 10 minutach. Chce Ci się wymiotować, płakać, klniesz na tę modę na bycie fit. W tym momencie dodatkowo po nosie dostaje Twoja samoocena, bo inni dają radę, ćwiczą do utraty tchu i mają się dobrze. I tak postanawiasz, że już nie będziesz próbować, bo to nie ma sensu, nie masz takiej kondycji i w ogóle to po co?

Najtrudniejsze początki…

To jest właśnie ten moment, baaardzo ważny, najcięższy – początek. Nie bez powodu mówi się, że początki są najtrudniejsze. Dlatego jeśli decydujesz się na wprowadzenie aktywności fizycznej w swoje życie, najlepiej zacząć od małych kroków. Bo Twoja psychika też jest tu ważna 🙂 trzeba ćwiczyć tak, żeby się nie zrazić. Zacznij od spacerów, później możesz trochę pobiegać, później wprowadzić interwały. A z każdym treningiem będziesz silniejsza/silniejszy, będziesz czuć, że łatwiej jest Ci złapać oddech, że nogi tak nie bolą i że już nie mdli, jak kiedyś. A jeśli wybierasz treningi w domu z Youtubem, zrób tyle ile dasz radę. Nic na siłę. Następnym razem, albo za kilka razów zrobisz więcej. Na początku nie przekraczaj swoich możliwości. Początek jest ciężki i może trwać 2 tygodnie, a czasem 2 miesiące – wszystko zależy od rodzaju treningu. Dopiero, gdy to przetrwasz, zaczniesz cieszyć się treningiem. I nie ćwiczysz już po to, by budować sylwetkę, zachować zdrowie, czy dlatego, że inni to robią, ćwiczysz dla samej przyjemności. Dopiero wtedy pojawiają się te słynne endorfiny, a one potrafią uzależnić. Każdy wysiłek fizyczny prowadzący do dotlenienia organizmu wyzwala wydzielanie rozmaitych substancji chemicznych. Np. poziom norepinefryny wzrasta aż czterokroipółkrotnie. A wysoki poziom tego neuroprzekaźnika wywołuje stan euforii, natomiast niski – depresję. Dlatego treningi tak łatwo stają się nawykiem, a gdy stają się nawykiem, tak ciężko jest z nich zrezygnować 🙂

Musi być to „coś”

Ja właśnie tydzień temu postanowiłam wrócić do regularnej aktywności. Rok temu musiałam odpuścić sobie intensywniejsze treningi (ze względu na omdlenia wysiłkowe, których przyczyna do tej pory jest niewyjaśniona). Po takiej przerwie też ciężko było mi wprowadzić aktywność, próbowałam biegać, ćwiczyć w domu – ale zawsze było coś ważniejszego – praca, zakupy… Ale chęć powrotu do aktywności tak narosła, że w końcu zapisałam się na zajęcia fitness. Na pierwsze zajęcia… ja nie szłam… ja leciałam, unosiłam się 10 cm nad ziemią 🙂 już kilka treningów za mną, a ja w końcu znów czuję, że żyję. Ale ja to po prostu uwielbiam, tę atmosferę, to że z grupą obcych sobie kobiet wykonujemy w jednym czasie te wszystkie pozycje, ćwiczenia, razem odwalamy kawał dobrej roboty. Mnie to dodaje energii, motywuje do pracy, rozjaśnia umysł. Ale jeśli Ty tego nie czujesz – to nie rób nic na siłę. Jeśli myślisz o aktywności fizycznej „muszę się w końcu zmusić”, to się nie zmuszaj! Albo znajdź coś dla siebie, jest tyle różnych form: bieganie, taniec, jazda na rolkach, łyżwach, basen, sztuki walki. Poszukaj czegoś, co będzie sprawiało, że będziesz czekać z niecierpliwością na ten dzień w tygodniu, na tę godzinę, ale nie rób czegoś, do czego musisz się zmuszać 🙂

Psychodietetycznie

A więc w końcu dotarłam do domu, do Gdańska, do mojego miejsca 🙂

Trochę mnie nie było, bo najpierw Niemcy, później trzeba było nacieszyć się rodziną, później zasłużony odpoczynek 😉 odebrać Bolka od dziadków 😛 no i odwiedzić Warszawę.

Ale już  osiadłam w domu, z wielką energią do pisania, głową pełną pomysłów i jednym ważnym postanowieniem – skupiam się na blogu i na Was, jak nigdy dotąd. Mam mnóstwo przemyśleń, którymi chcę się z Wami podzielić, oczywiście wszystko w kontekście zdrowego trybu życia 🙂

Będzie psychodietetycznie.

W najbliższym czasie chcę na swoim blogu stworzyć plan, dzięki któremu uświadomisz sobie swoje dotychczasowe nawyki i błędy żywieniowe, następnie krok po kroku stworzysz odpowiedni dla siebie plan żywieniowy, tak by jedzenie było przyjemnością, dawało zdrowie i siłę. Pojawi się więcej tekstów psychologicznych, coachingowych, ćwiczenia, które podniosą Twój poziom motywacji, a także pewności siebie. Oczywiście wszystko to, jeśli tylko na tę chwilę będziesz na to gotowa/gotowy 🙂

Niedługo też będę chciała zorganizować warsztaty psychodietetyczne, bo najlepiej o takich sprawach rozmawiać na żywo, a już najnajnajlepiej w grupie 🙂

A tymczasem trzymajcie za mnie kciuki, żeby moje postanowienia zamieniły się w osiągnięcia 😉

Jeśli jesteś zainteresowana/zainteresowany konsultacjami psychodietetycznymi pisz śmiało, odpowiem na wszelkie pytania: martyna@zdrowiewglowie.com 🙂

 

Ps. Żeby było cieplej, dołączam zachód fuerteventurzańskiego Słońca 😀

dsc_0328

Sprawdź, czy masz prawidłowy czy zaburzony obraz własnego ciała

314h

Przedstawiam Ci krótki i prosty test, pomagający ustalić, czy Twój obraz własnego ciała jest prawidłowy, czy też lekko zaburzony, możesz też dzięki niemu określić swój poziom samokrytycyzmu.

  • Czy zdarza się, że rezygnujesz z wyjścia na spotkanie ze znajomymi, z imprezy, innych zajęć z uwagi na poczucie nieatrakcyjności?
  • Czy zdarza się, że myślenie o Twoim wyglądzie zewnętrznym wpędza Cię w zły nastrój?
  • Czy jakaś wada ogranicza Twoje życie towarzyskie lub seksualne?
  • Czy nie znosisz swojego wyglądu, lub jakiejś części swego ciała, mimo że inni mówią, że wyglądasz ładnie/normalnie?
  • Czy miewasz krytyczne dialogi wewnętrzne i mówisz do siebie w myślach: „jestem do niczego”,”jestem brzydka”, „wyglądam tragicznie”?
  • Czy myślisz o swoim wyglądzie więcej niż jedna godzinę dziennie?
  • Czy sądzisz, że ludzie myślą o Tobie krytycznie?
  • Czy dużo czasu spędzasz przed lustrem?

Jeśli na wszystkie lub większość pytań odpowiedziałaś twierdząco – jesteś wyjątkowo krytyczna wobec siebie. Nie dobrze. Może być tak, że Twoje oczekiwania wobec siebie są nierealne, nieosiągalne. Być może wciąż gonisz za ideałem, którego jak wiemy – nie ma. Może być też tak, że jesteś trochę za bardzo przewrażliwiona na punkcie swojego wyglądu. Ten stan będzie zawsze wywoływał brak wewnętrznego spokoju i harmonii. W takich warunkach ciężko o spójność, a więc i ciężko o zmianę.

Co wówczas możesz zrobić? Zaakceptować siebie i swoje ciało. Tak właśnie, dobrze czytasz. Zaakceptować je takim, jakie jest, z całą swoją nadwagą, z cellulitem, z fałdkami, ze zbyt odstającym brzuchem i grubymi udami.

Teraz może Ci się wydawać, że to głupie. Bo przecież jak to zaakceptuje, to już ze mną zostanie na zawsze. Ale nie.

Akceptacja stanu rzeczy, sytuacji i siebie jest potrzebna, by tę rzecz, sytuację i siebie zmienić szybciej i skuteczniej. Akceptacja polega na tym, że godzimy się z tym, co jest. Ale to nie znaczy, że godząc się, zasiadamy z założonymi rękoma i zostawiamy wszystko tak, jak jest. Akceptacja jest NIEZBĘDNA, ponieważ tworzy poczucie wewnętrznej harmonii, spokoju i wolności. Dzięki temu mamy więcej energii do zmian, podejmujemy bardziej świadome decyzje, mamy poczucie, że to my przejmujemy kontrolę nad naszymi wyborami. Akceptacja, to przyjęcie rzeczywistości taką, jaka jest. To przynosi w naturalny sposób szczęście, taki lek na wszelkie dolegliwości.

Kiedy czegoś nie akceptujemy, buntujemy się przeciwko rzeczywistości, myślimy „mam dość tego jak wyglądam, nie będę słuchać swojego ciała, swojego żołądka, zaczynam dietę!!”. Robimy twarde postanowienie – czas na zmianę, tym razem mi się uda! Fajnie, na początku może i jesteśmy pełni motywacji, ale w końcu ta złość, te nerwy i te wszystkie negatywne emocje kumulują się, pojawia się frustracja i stres. My jesteśmy wyczerpani tą walką, motywacja spada, nie chce nam się jeść tych wszystkich dietetycznych wymysłów, silna wola jest wyczerpana i sięgamy po czekoladę, bo tylko ona poprawi nam humor.

Brak akceptacji siebie to brak porozumienia z własnym umysłem i ciałem. To wyparcie się siebie i brak spójnego kontaktu ze swoim wnętrzem. Ale jak możesz zmienić swój świat zewnętrzny, skoro nie kontaktujesz się ze światem wewnętrznym? To nie jest możliwe!

Pokochaj siebie, pokochaj swoje kilogramy, fałdki i grubiutkie nogi 🙂 szanuj swój piękny umysł i swoje piękne ciało. W przeciwnym razie nie będziesz w stanie wywierać na nie żadnego wpływu. Ciało i umysł będą się buntować, że podejmujesz decyzje bez ich udziału.

Gdy zaakceptuję to, że popełniam jakiś błąd, to to zmienię. Jeśli zaakceptuję to, że jakieś działanie nie przynosi skutku, muszę poszukać innego sposobu na osiągnięcie celu. Gdy dam sobie przyzwolenie na lenistwo, lepiej będę organizować swój czas. Gdy pozwolę sobie na to, by nie kontrolować wszystkiego cały czas, wszystko będzie pod kontrolą.

Akceptacja ma ogromną moc. Akceptacja to początek wewnętrznej harmonii, dzięki której możemy dokonać skutecznych zmian.

Pierwszy krok do zdrowia – poczucie własnej wartości

mirror-1547919_640Żeby coś zmienić, musimy to najpierw zaakceptować. Dokonanie w sobie skutecznej zmiany możliwe jest dopiero wtedy, kiedy zbudujemy w sobie zdrowe poczucie własnej wartości. Dopiero, gdy siebie pokochamy, dokonamy wewnętrznego przytulenia, zaakceptujemy siebie takimi, jakimi jesteśmy, z tymi wszystkimi wadami i zaletami, kiedy nauczymy się ze sobą komunikować – dopiero wtedy będziemy mogli coś w sobie zmienić.

Stoimy przed lustrem, widzimy tylko zbyt odstający brzuch, wszędobylski cellulit, za duże pośladki, za grube nogi… Popadamy w zadumę nad swoją niedoskonałością… Dookoła tyle pięknych, idealnych ciał wyskakuje już nam z lodówki, wszyscy wokół chwalą się idealnym, umięśnionym brzuszkiem, jędrnymi pośladkami, telewizja, internet, czasopisma… Gdybyśmy tak mogły mieć idealne ciało, wtedy wszystkie nasze zmartwienia poszłyby w niepamięć, byłybyśmy takie szczęśliwe, takie idealne. Ale pozostaje nam niezadowolenie z siebie, pragniemy zmienić nasze ciało. Jest ono głównym źródłem naszej frustracji, niechęci do siebie, niezadowolenia i niespełnienia. Fantazjujemy, jak pięknie byłoby mieć to idealne ciało, być atrakcyjną fizycznie. Wtedy cały nasz świat by się zmienił, nabrał barw, słońca, celowości i sensu. Dopiero, gdy osiągniemy to idealne ciało, będziemy w stanie zająć się realizacją naszych pozostałych planów i marzeń.

Ale czy to, co widzimy w lustrze, wystarczy, by określić siebie? Czy naprawdę definiuje nas tylko fizyczność?A co z naszym umysłem, intelektem, zainteresowaniami, poczuciem humoru, czyli tym wszystkim, co w rzeczywistości czyni nas atrakcyjnymi? Czy w tym wszystkim fizyczność nie okazuje się być na ostatnim miejscu?

Co się stanie, gdy w końcu osiągniemy wymarzony cel – idealną figurę? Co jeśli pozbędziemy się nadwagi i cellulitu, ujędrnimy pośladki, biust i usta, i stwierdzimy, że jednak nowa wersja nam nie odpowiada, że to jednak nie jesteśmy my? Co jeśli okaże się, że nie będziemy dobrze czuły się w nowym ciele, że to co było wcześniej, lepiej pasowało do naszego charakteru, było jego dopełnieniem?

Po raz setny – ideałów nie ma

Kiedy wpadamy w pułapkę porównań, nasze poczucie własnej wartości upada. Ale jak tu się nie porównywać, kiedy wszyscy dookoła trąbią o tym, jak powinna wyglądać idealna kobieta. Przemysł kosmetyczny, cała kosmetologia, chirurgia plastyczna prześciga się w wymyślaniu sposobów, by każdy miał możliwość wyglądać idealnie. Te wszystkie sztuczne rzęsy, brwi, usta…

Mamy świadomość, że panie z okładek czasopism są w stanie wpłynąć na obniżenie poczucia własnej wartości. Nasze ego zawsze bierze wszystko do siebie, porównuje, analizuje wpędza w poczucie dyskomfortu, w końcu w poczucie wstydu i winy, bo „nie jestem taka, jaka powinnam być”. Pytanie tylko, czy powinnaś?

Jeden z eksperymentów pokazuje, jak ogromny wpływ na nasze poczucie własnej wartości ma oglądanie zdjęć modelek, kiedy nieświadomie zaczynamy się porównywać. Jedna grupa kobiet oglądała zdjęcia bardzo szczupłych modelek, druga natomiast dostała zdjęcia domów i samochodów. Zagadka: które panie były znacznie bardziej zestresowane i niezadowolone ze swojego wyglądu?

Porównywanie się z innymi – główny niszczyciel naszego poczucia własnej wartości

Nie możemy być takie jak ktoś inny. Możemy tylko pracować ze sobą i nad sobą, stając się lepszą wersją samej siebie. Nigdy nie będziemy wersją kogoś, kim nie jesteśmy. Możemy być tylko kopią. A nawet idealna kopia nie nie będzie tak dobra, jak prawdziwe JA.

Niestety prawie niemożliwa jest wysoka samoocena, gdy czujemy się nieatrakcyjni fizycznie. Badania mówią, że stosunek do własnej fizyczności  jest czynnikiem numer jeden w ogólnym poczuciu własnej wartości. A próby spełnienia nierealistycznych standardów prowadzą do problemów z wizerunkiem własnego ciała. Wiele z nas postrzega swoją fizyczność w zniekształcony sposób. Krótko mówiąc: patrzymy w lustro i widzimy swoje ciało gorszym, niż jest ono naprawdę. Wiele z nas zbyt krytycznie podchodzi do siebie i jest przewrażliwionych na punkcie swojego wyglądu. A to nie pomaga w uzyskaniu wewnętrznej harmonii, ponieważ tylko rodzi stres i frustrację, które to prowadzą do braku akceptacji.