Bezpłatne konsultacje dietetyczne – Gdańsk

 

💚 Jeśli:
👉 zmagasz się z chorobą dietozależną,
👉 zdiagnozowano u Ciebie chorobę tarczycy (np. zapalenie tarczycy Hashimoto) lub inną chorobę autoimmunologiczną,
👉 potrzebujesz pomocy w zmianie nawyków żywieniowych,
👉 ciągle próbujesz nowych diet, ale nie przynoszą one rezultatu,
👉 chcesz dowiedzieć się, jakie są najnowsze zalecenia żywieniowe…

💚 Zapraszam na Konsultacje Dietetyczne z elementami psychodietetyki 🙂

*** Konsultacja dietetyczna trwa ok 30 min. Podczas konsultacji wykonywana jest analiza składu ciała, która pozwala określić zawartość tłuszczu, masę mięśniową oraz stopień nawodnienia organizmu. Przeprowadzony zostaje wywiad żywieniowy, analizowany jest dotychczasowy sposób odżywiania, a także opracowywane są wstępne zalecenia dietetyczne. Konsultacje skierowane są do osób pełnoletnich. ***

Aby zapisać się na konsultacje, należy dokonać zgłoszenia telefonicznie, pod numerem: 509 173 536 lub mailowo: martynaszulinska@gmail.com.

Serdecznie zapraszamy do zapisów, liczba miejsc ograniczona 🙂

Warsztaty Psychodietetyczne – Gdańsk

warsztaty psychodietetyczne Gdańsk

Moi Drodzy,
Kolejne warsztaty psychodietetyczne przed nami w Gdańsku 🙂
Jeśli chcesz zobaczyć, jak wyglądają nasze spotkania – zapraszamy na kolejne warsztaty już 27 kwietnia, o godz. 19.00! 🙂

Tym razem skupimy się na naszych drobnych nawykach żywieniowych, które mają ogromny wpływ na nasze zdrowie 🙂

*****
Nie od dziś wiadomo, że do zachowania zdrowia i prawidłowej sylwetki, potrzebujemy odpowiedniego pożywienia oraz codziennej dawki aktywności fizycznej. Zewsząd słyszymy, co należy jeść, co tuczy, a co odchudza. Jednak wiedza zazwyczaj idzie swoją drogą, a chęć zjedzenia czekoladowego ciastka swoją…

Okazuje się, że rządzą nami kształtowane przez lata nawyki. Ale nie martw się – każdy nawyk da się zmienić –
o czym przekonasz się na Warsztatach Psychodietetycznych 🙂

Podczas warsztatów nie będziemy koncentrować się na utracie kilogramów. Nie będziemy też omawiać sposobów przyrządzania dietetycznych potraw, ani też nie będziemy liczyć kalorii.

Będziemy za to poznawać własne potrzeby, potrzeby naszego ciała oraz będziemy pracować nad motywacją tak,
by to ona prowadziła nas do wymarzonej sylwetki.
Podczas warsztatów uświadomisz sobie swoje nawyki oraz dotychczasowe błędy w odżywianiu.
Stworzysz plan działania, który poprawi Twoje samopoczucie. Dzięki warsztatom podniesiesz swój poziom motywacji i pewności siebie, co pomoże Ci w podejmowaniu świadomych decyzji żywieniowych.

Warsztaty skierowane są również do osób, które chcą zmienić swoje nawyki żywieniowe lecz nie wiedzą jak zacząć lub jak przy nich wytrwać.

*****

Prowadząca:
Martyna Szulińska – autorka Bloga Zdrowie w Głowie, psycholog, psychodietetyk, specjalista dietetyk

Współorganizatorka:
Agnieszka Jaskólska – dietetyk, trener personalny

Informacje ogólne:

1. Czas trwania:
[Jeśli będziemy trzymać się tematu] – 1,5 h 😉

2. Koszt uczestnictwa w warsztatach wynosi 40 zł.

3. Zapisy trwają do 24 kwietnia, więc nie zwlekaj 😉

4. Umieszczenie wpłaty jest jednoznaczne z zapisem na warsztaty. Decyduje kolejność wpłat. Ilość miejsc ograniczona (11 osób).

5. Warsztaty skierowane są do osób powyżej 18 roku życia

6. Aby zapisać się na warsztaty, należy wysłać zgłoszenie na adres mailowy: martynaszulinska@gmail.com lub zgłosić się telefonicznie pod numerem: 509 173 536 [Martyna] lub 506 772 066 [Agnieszka].

Więcej informacji pod numerami:
509 173 536 [Martyna]
506 772 066 [Agnieszka]

Zapraszamy serdecznie 🙂

Wydarzenie na Facebooku –  kliknij tutaj

Chcesz schudnąć? Zacznij w grudniu!

schudnąć

Święta zbliżają się wielkimi krokami, a ja tak sobie myślę, ile osób myśli o tym, że chce coś zmienić w swoim odżywianiu, ale… zrobi to po świętach. Bo teraz to po co? Zaraz będzie Wigilia – jeden dzień obżarstwa, później Pierwszy Dzień Świąt u rodziny, przecież nie odmówi się cioci jeszcze jednego kawałka ciasta, a później Drugi Dzień Świąt, to ze znajomymi przecież trzeba coś wypić i czymś poczęstować. A później dłuuugi tydzień do sylwestra. To też nie ma sensu, bo w sylwestra też przecież jedzenie.

Obiecujemy sobie, że już od stycznia – nowe postanowienie noworoczne. Dieta, ćwiczenia – biorę się za siebie. Siłownie zaleją tłumy klientów, kalendarze u dietetyków pękają w szwach. Wszystko fajnie, tylko z takim podejściem nigdy nie schudniemy skutecznie.

Ludzie najczęściej postanawiają, że zaczną „odchudzać się” od poniedziałku, od Nowego Roku, od września. Niestety takie założenie już na samym początku skutkuje niepowodzeniem. Początek tygodnia zazwyczaj wiąże się z większym stresem, ale na początku motywacja jest całkiem spora, więc wytrzymujemy. Dzielnie planujemy posiłki na kolejne dni. Do piątku. Wtedy nadchodzi weekend, a jak tu nie wyjść ze znajomymi i czegoś nie zjeść, czegoś nie wypić, a przecież „dieta” zabrania. Czasami udaje się to wytrzymać, przez tydzień, dwa, trzy, najwytrwalsi wytrzymują kilka miesięcy. Ale później są już tak tym wszystkim zmęczeni, że wracają do dawnego jedzenia. Wracają też utracone kilogramy.

Badania pokazują, że zmiany powinniśmy wprowadzać powoli tak, by nie wiązały się ze zbyt dużym stresem. A takie zmiany możemy wprowadzić właśnie już dziś – tydzień przed Wigilią.

Jeśli nastawiamy się na zmiany w taki sposób, że chcemy je jeszcze odłożyć w czasie – oznacza to, że zmiana ta kojarzy nam się z czymś negatywnym. Jeśli będziemy myśleć o zmianie, jak o czymś trudnym, męczącym i ograniczającym, nigdy nie przyniesie nam ona satysfakcji. Jeśli natomiast zmianę odbieramy na zasadzie wspaniałej przygody z rozwojem – wówczas jaki jest problem, żeby zacząć już dziś?

Dużo osób boi się podjąć decyzję o „diecie” przed świętami, ponieważ boją się, że przy świątecznym stole nie wytrzymają, objedzą się i wszystkie zmagania pójdą na marne. Tu problemem jest pojmowanie „diety” jako ograniczonego jadłospisu, głodówki, gdzie mamy wyliczoną dokładnie porcję kalorii, a wszelkie odstępstwa niweczą starania. Oczywiście tak też to działa – im bardziej restrykcyjna jest dieta, tym większe prawdopodobieństwo, że w trudnym momencie dojdzie do przejadania się. Dlatego właśnie dieta powinna oznaczać sposób odżywiania, a co więcej – sposób życia:

-odpowiednia ilość posiłków (co nie znaczy, że każdy musi jeść 5 posiłków!) i płynów,

-rozpoczynanie jedzenia w momencie czucia lekkiego głodu, a kończenie jedzenia w momencie odczuwania lekkiej sytości,

– planowanie posiłków,

– jedzenie jak największej ilości nie przetworzonych produktów,

– codzienny ruch,

– traktowanie słodyczy, jako normalny element życia (a nie w celu zaspokajania emocji!),

– nie słuchanie reklam 😉

A może wystarczyłoby już teraz wprowadzić jeden nawyk, np. jedzenie śniadań? Poza tym, dobrze jest podchodzić do świąt, jako spotkania z rodziną, prezentów, wspólnie spędzonego czasu – niekoniecznie skupiać się na tym jedzeniu. Niestety nasza kultura sprzyja przejadaniu się na święta, ale ciekawostką może być to, że my nie tyjemy w Wigilię, w Pierwszy, czy Drugi Dzień Świąt, tylko w tygodniu pomiędzy świętami a sylwestrem. Jak myślicie, dlaczego tak się dzieje? 🙂

Co ma styl jedzenia do nadwagi?

nadwaga

Jak to jest, że jedni z nas jedzą to, co akurat mają pod ręką, inni codziennie szukają rozkoszy dla swego podniebienia?

Albo jedni jedzą punktualnie, co trzy godziny, inni dopiero wtedy, gdy zacznie im burczeć w brzuchu?

Otóż w psychologii istnieją podziały na różne style jedzenia.

nadwaga

Czas

Styl przedziałowy to taki, gdzie nie ma wyznaczonych pór posiłków – mam ochotę, to jem. Nie unika się też różnego rodzaju przekąsek. Niestety, jak się okazuje, styl ten jest najbardziej narażony na problemy z utrzymaniem odpowiedniej masy ciała, ze względu na ten właśnie brak kontroli spożywanych przekąsek. Często jest też tak, że po przekąski sięga się nudy, braku innego zajęcia. Albo jakiś przykry stan emocjonalny odczytuje się jako uczucie głodu. I hop po drożdżówkę.

Na drugim biegunie znajduje się styl punktowy. Tu ilość posiłku, jego skład i czas spożycia są ściśle określone. Jak się można domyślić, nie ma tu miejsca na nieprzemyślane przekąski między posiłkami, dlatego też teoretycznie styl ten sprzyja utrzymywaniu prawidłowej masy ciała. Styl ten jednak ma bardzo mało ludzi. A to dlatego, że zazwyczaj takiego jedzenia trzeba się nauczyć. Kiedy nauczymy swój żołądek, że o określonych porach dostaje pełnowartościowy posiłek, później w tych samych godzinach chce nam się jeść.

nadwaga

Refleksje

Według innego podziału jeść można w sposób właściwy dla stylu bezrefleksyjnego. Czyli przyjmujemy pokarmy bez zastanawiania się nad nimi, bez analizowania, bez namysłu. To, co najbliżej w lodówce – ląduje w naszym żołądku. Niestety styl ten często przybiera formę impulsywną, związaną z poprawieniem sobie samopoczucia. Podobnie jak w stylu przedziałowym – czujemy nudę, sięgamy po przekąskę.

Przeciwieństwem jest styl refleksyjny, kiedy to świadomie dobieramy jedzenie, także jego ilość. Wybierając posiłek, kierujemy się swoimi przekonaniami, celami, wartościami. Można powiedzieć, że styl ten jest dopełnieniem stylu punktowego. Po prostu dokładnie analizujemy co, ile, kiedy i jak długo jemy.

nadwaga

Smak

Dla niektórych posiłek jest też doznaniem polisensorycznym, łączącym walory smakowe, zapachowe oraz wzrokowe. Takie podejście nazywa się podnietowym. Jego zwolennicy czerpią przyjemność graniczącą z podnieceniem z faktu nie tyle samego jedzenia, ale też z otoczenia i całej atmosfery towarzyszącej chwili spożywania posiłku. Dla nich każdy smak ma jakieś znaczenie, wspomnienie wakacji we Włoszech, czy romantycznej kolacji w towarzystwie ukochanej osoby.

Na drugim biegunie znajduje się podejście popędowe, gdzie jedzenie sprowadza się tylko do jednej funkcji – zredukowania doświadczanego dyskomfortu. W momencie występowania jakichkolwiek konfliktów wewnętrznych, niskiej samooceny, a nawet złego samopoczucia, pierwszą deską ratunku jest jedzenie. Każdy taki sygnał, każda emocja, interpretowana jest jako głód. Podejście popędowe niestety bardzo często wiąże się z ryzykiem nadwagi i otyłości.

Teoria głodu i jedzenia Schachtera

W psychologii najsłynniejsza jest jednak teoria głodu i jedzenia Stanleya Schachtera, która jest jakby podsumowaniem wyżej wymienionych stylów jedzenia. Jest ona jedną z podstawowych teorii dotyczących nadwagi, a wiąże się ze spostrzeżeniem, że niektórzy ludzie jedzą w reakcji na bodźce zewnętrzne (orientacja zewnętrzna), takie jak wygląd i zapach jedzenia oraz pora dnia, podczas gdy inni reagują na bodźce wewnętrzne (orientacja wewnętrzna), takie jak skurcze żołądka, poziom glukozy czy poziom tłuszczu.

Badania dowiodły, że u osób nieotyłych związek między uczuciem głodu a skurczami żołądka był silniejszy, niż u otyłych. To oznacza, że osoby nieotyłe wiążą uczucie głodu z czynnikami wewnętrznymi (skurcze żołądka, hipoglikemia). Natomiast osoby otyłe zwracają uwagę głównie na bodźce zewnętrzne.

Osoba otyła, przyzwyczajona jeść o określonej porze, czuje głód, gdy ta pora nadchodzi. Osoba nieotyła mniej się przejmuje wskazaniami zegarka, chyba że pokrywają się one z sygnałami wewnętrznymi.

Jaki z tego wniosek? A no taki, że trzeba słuchać swego organizmu, a nie sztywno trzymać się narzuconych nam zasad 🙂 Trzeba nauczyć się odczytywać sygnały, które wysyła nam żołądek – nauczyć się, czy w danej chwili czujemy głód, czy po prostu nudę, smutek, złość.

nadwaga

A Ty jaki masz styl jedzenia??

Bibliografia:

Franken, R. E., (2005). Psychologia Motywacji, GWP

Pingot K., Buchholz A., (2014). FitMind – schudnij bez diet, Sensus

7 nawyków, które niszczą Twoje zdrowie i sylwetkę

 

Oto lista nawyków, które rujnują szczupłą sylwetkę i zdrowie: ZDROWIE

1. Wybieranie wysoko przetworzonych produktów, wypełnionych konserwantami, utrwalaczami smaku, sztucznymi barwnikami, słodkich gazowanych napojów oraz produktów typu instant. Nie zawierają one żadnych wartości odżywczych, zazwyczaj mają wiele pustych kalorii. Nawet, jeśli na opakowaniu słodzonych cukrem płatków śniadaniowych jest napisane, że zawierają całą tęczę witamin- to ściema. Może i zawierają jakieś tam śladowe ilości, ale skąd mamy widzieć, czy one w ogole się wchłaniają?

2. Spożywanie posiłków podczas oglądania telewizji, czytania gazety, surfowania po internecie i innych czynności, które odwracają Twoją uwagę i ograniczają świadomość zarówno czynności jedzenia, jak i ilości pożywienia. Dobra, też mam z tym problem. Ale tylko przy śniadaniach tak robię, bo lubię zacząć dzień z moim ulubionym serialem 😉 ale teraz już nauczyłam się, żeby co chwilę skupić się na jedzeniu i na tym, czy przypadkiem się już nie najadłam. ZDROWIE

3. Nieregularne spożywanie posiłków, pomijanie śniadań, nadrabianie wieczorem, objadanie się – o tym więcej w: 10 nawyków, które wyjdą Ci na zdrowie.

4. Jedzenie słodyczy na pusty żołądek. Istnieje taki mit, że jak się je słodycze na czczo to nie tuczą. Tymczasem, gdy na pusty żołądek zjemy coś, co zawiera dużo cukru, trzustka w ekspresowym tempie wydziela insulinę, aby obniżyć poziom cukru we krwi. Poziom glukozy w krwioobiegu staje się niedostateczny i nie dość, że zaczynamy być ospali, to za chwilę znów głodni. Wówczas łatwo uzależnić się od cukru. Jeszcze większy problem pojawia się, gdy zbyt często jemy słodycze i nasz organizm zaczyna ignorować krążącą insulinę, a wtedy chęć zjedzenia czegoś słodkiego jeszcze bardziej wzrasta, stając się nałogiem. A niewykorzystane kalorie kierowane są do tkanki tłuszczowej. W dzisiejszych czasach problem z wahaniami insuliny może mieć każdy. I baardzo dużo osób ma, w tym dzieci. Insulina jest produkowana przez trzustkę i jej zadaniem jest obniżanie stężenia glukozy we krwi. Kieruje ona cukry bezpośrednio do wątroby, gdzie zostają przetworzone na glikogen, który wykorzystywany jest przez mięśnie. Insulina pomaga także przetworzyć glukozę w kwasy tłuszczowe, które kieruje do komórek tłuszczowych. Ważne zatem, by ani się nie głodzić, ani nie przejadać, a słodycze w rozsądnych ilościach mogą być deserem po zdrowym i dobrze zbilansowanym obiedzie.

5. Brak planowania posiłków. Jeśli nie masz zaplanowanych posiłków na następny dzień (lub kilka dni), wówczas najłatwiej jest wpaść w pułapkę – „Nie mam pomysłu na obiad – zjedzmy coś na mieście!”. Dlatego planowanie jest jednym z najważniejszych elementów zdrowego i świadomego odżywiania.

6. Picie coca-coli light, słodzenie aspartamem, jedzenie jogurtów i produktów bez tłuszczu. Zwykle, gdy jesz cukier, Twój organizm rejestruje słodki smak i wyciąga wniosek, że bardzo słodkie rzeczy oznaczają mnóstwo kalorii. Natomiast, gdy spożywasz coś słodkiego, ale z małą ilością kalorii, organizm zacznie się sam domagać brakujących kalorii, wskutek czego zjesz ich więcej, niż ktoś kto faktycznie ich sobie dostarczył. Drugim efektem może być brak uruchomienia procesów metabolicznych z uwagi na brak impulsu w postaci kalorii. Gdy następnym razem zjesz np. pączka, Twój organizm pomyśli: „To nic takiego” i nie zada sobie trudu, by te kalorie spalać, bo przecież one nic nie znaczą.

7. Picie alkoholu przy każdej możliwej okazji. Alkohol wpływa na procesy hormonalne sprzyjające magazynowaniu tłuszczu i zmniejszaniu przyrostu tkanki mięśniowej. Natychmiast po wypiciu alkoholu organizm wyczerpuje całe zapasy glikogenu zawartego w wątrobie i dlatego czujemy głód. Dodatkowo alkohol sprzyja odpuszczaniu kontroli i osłabieniu silnej woli, dlatego jemy i jemy i jemy. Oczywiście wszystko jest dla ludzi, byle tylko w odpowiednich ilościach 🙂

 

4 powody, przez które (ty)jemy

powody-tyjemy

Nasza średnia waga wciąż rośnie. Z danych Instytutu Żywności i Żywienia wynika, że ponad 60% mężczyzn i blisko połowa kobiet w Polsce ma nadwagę lub otyłość. Ten sam problem dotyka co trzeciego chłopca w wieku szkolnym i co piątą dziewczynkę. Od dawna mówi się o epidemii otyłości, nawet już pandemii.

Powód pierwszy: nierealny cel

Dlaczego tak się dzieje? Mam wrażenie, że im więcej mówimy o otyłości, tym bardziej tyjemy. Ciągła moda na bycie fit, tak przesadnie fit, powoduje, że wiele osób nawet nie chce się za to zabierać. Czasami, gdy widzę w internecie tę pogoń za idealną figurą, idealnie i nienaturalnie umięśnionym ciałem, bez śladu tkanki tłuszczowej, mnie samą dopada rezygnacja. Ile to trzeba wiedzieć o takim „prawidłowym” odżywianiu, ile mogę białka, a ile węglowodanów, a ile tłuszczu. I żeby jeszcze kalorie się zgadzały… Gdy osoba otyła obserwuje ten trend, myśli sobie: „Ileż to wysiłku musiałabym włożyć, żeby tak wyglądać, żeby osiągnąć ten ideał?” i kiedy myśli o całym tym trudzie, to jej się już nie chce z tym walczyć. I wcale się nie dziwię. Tyjemy, ponieważ narzuca nam się nierealny do osiągnięcia, a często niezdrowy ideał ciała. I ciągle promuje się jakieś diety: a to niskotłuszczową, a to niskowęglowodanową, a to niskobiałkową… Po co?

Powód drugi: brak pewności siebie

W ostatnich latach doszło do rozszczepienia ideału zdrowia i urody. Żyjemy w czasach, gdy od kobiet wymaga się porzucenia kobiecości. Narzuca się nam obowiązek naśladowania idealnego wzoru, który jest niezgodny z naszą naturalną budową. Jeszcze niedawno tym ideałem były modelki – wysokie, szczupłe, wręcz wychudzone. Obecnie – nienaturalnie umięśnione ciało. W obu przypadkach – dana nam przez naturę zdolność gromadzenia energii na wypadek głodu – jest definitywnie tępiona. To promowane, idealne ciało ma co najmniej o połowę mniej tkanki tłuszczowej niż przeciętna kobieta. Jak dowodzą badania Duane Hargreaves i Mariki Tiggemann z Flinders University, kobiety zniekształcają obraz swego ciała, przeceniając jego rozmiary. Odkąd kobiety zaczęły porównywać się z tymi wzorcami, straciły pewność siebie. Oglądając piękne modelki wstydzą się swych kilogramów, ale też czują gniew i przygnębienie.

Powód trzeci: nieumiejętność rozpoznawania i radzenia sobie z emocjami

Emocje te powodują, że łatwo uciekamy do przekąsek, podjadania, przegryzania. Ciągle jemy. Karmimy siebie i innych, żeby coś załatwić, zaspokoić różne potrzeby, ukoić emocje. Jedzenie jest panaceum na każde zło: na smutek, na stres, na samotność, pustkę i złość. A bierze się to oczywiście z dzieciństwa. Kiedy niemowlę jest karmione przez matkę, czuje się bezpiecznie. Dodatkowo mleko matki ma słodki smak, dlatego tak lubimy słodkości. Często niemowlę je, choć nie jest głodne, by zatrzymać matkę przy sobie. Rodzice, którzy nie mogą zapewnić dziecku wsparcia, stabilnego emocjonalnie otoczenia – kompensują to, przekarmiając je. Dr William Colmer z University of Calgary dowiódł, że ponad 90% ludzi odczuwa przypływ apetytu, który nie ma nic wspólnego z prawdziwą potrzebą jedzenia. Z głodem mylimy lęk, napięcie i poczucie zagrożenia. A więc tyjemy między innymi dlatego, ponieważ żyjemy w stresie i nie potrafimy tego rozpoznać. Wg badań dr Anny Brytek-Matera, osoby otyłe w sytuacji stresu uruchamiają strategie oparte na emocjach, tj. zamiast na rozwiązaniu problemu, zajmują się poprawianiem swojego samopoczucia. Jest to źródłem jeszcze większego stresu, ponieważ powoduje, że objadamy się, a później czujemy się okropnie, pełne wstydu i poczucia winy.

Powód czwarty: chudnięcie jako cel życia

Badania April Falkon i Paula Rozina, psychologów z Pennsylvania University dowodzą, że kobiety pragną mieć figurę szczuplejszą niż ta, która podoba się mężczyznom. Szczupła sylwetka staje się obsesją, wiele kobiet chce pozbyć się tkanki tłuszczowej nawet, gdy ta i tak jest już na niskim poziomie. Media wiążą szczupłą sylwetkę ze szczęściem, wysoką pozycją społeczną, sukcesem, miłością. Kiedy schudnę – osiągnę to wszystko. Ale tak na prawdę, gdy nie przerobimy tego czegoś w głowie, gdy to nie będzie też nasza wewnętrzna przemiana – czyli świadoma zmiana całego stylu życia, efektem odchudzania będzie niestety jedynie rozczarowanie i szybki powrót do dawnej wagi, albo i większej. Jeśli zmiana dotyczy tylko wyglądu zewnętrznego, ujawniają się tłumione dotąd emocje. Problemy z partnerem, z samotnością, z pracą nie znikają wraz z traconymi kilogramami. Pojawia się rozczarowanie, bo przecież tyle wysiłku, tyle wyrzeczeń – i po co to wszystko?  A tu tym bardziej trzeba trzymać się diety, by utrzymać wagę.

Bywa też tak, że powracające kilogramy są nawet wygodne. Profesor Alicja Głębocka mówi, że jest to formą samoutrudniania: „Nadwaga bywa poręczną wymówką, czemu nie mogę zrobić tego, czy tamtego, dlaczego z tym, czy owym mam problem. Mam nadwagę – i to wszystko wyjaśnia”. Często osoby otyłe, które natrętnie liczą kalorie, nie myślą o swoich potrzebach, żyją z poczuciem krzywdy, czują się gorsze, nie robią nic, co mogłoby je uszczęśliwić, nie chodzą na tańce, na basen, nie chodzą nigdzie. Czekają aż schudną i wtedy zaczną żyć. A im dłużej czekają, tym więcej kilogramów wyświetla ich waga.

„Dieta” powinna być rozumiana, jako zdrowy styl całego życia. Nie musimy się ODCHUDZAĆ. Przede wszystkim musimy stawić czoło czynnikom, które powodują, że sięgamy po coś, co jest dla nas szkodliwe. Czasami jest to tylko kwestia uświadomienia sobie jakiegoś nawyku, a czasami potrzebna jest głębsza praca, np. podczas psychoterapii. Bo zdrowie to nie tylko zgrabne ciało, ale też nasz dobrostan psychiczny.

A zdrowa „dieta” to spożywanie 4-5 posiłków dziennie, jedzenie co 2-3 godziny produktów jak najmniej przetworzonych, dużo warzyw i owoców, kasz, dobrego chleba, wody. Do tego aktywność fizyczna i dbanie o to, by żyć przyjemnie: masaż, wino, tańce, czekolada – czemu nie? Każdy sam musi znaleźć swój złoty środek.

Nie czekaj, aż schudniesz – zacznij żyć! A waga pójdzie za Tobą 🙂

10 nawyków, które wyjdą Ci na zdrowie

 

 

Oto lista nawyków, które wyjdą Ci na zdrowie:

 1. Regularne jedzenie pięciu nieobfitych posiłków. Hunzowie (plemię najzdrowszych i najdłużej żyjących ludzi na świecie) zawsze najadają się tylko do 80%. Trzeba tego spróbować 😉

2. Jedzenie śniadań w ciągu 1,5 godziny od przebudzenia się;

3. Zaczynanie dnia od posiłku bogatego w węglowodany, błonnik i białko;

4. Unikanie przekąsek między posiłkami;

5. Jedzenie kolacji około trzech godzin przed położeniem się do łóżka;

6. Spożywanie posiłków w spokoju, bez nerwów, bez pośpiechu i skupianie się tylko na jedzeniu;

7. Dbanie o zróżnicowaną dietę;

8. Spożywanie dużej ilości wody;

9. Aktywność fizyczna;

10. Świadome wybieranie produktów spożywczych, dbanie o ich jakość, uważne czytanie etykiet i wybieranie produktów jak najmniej przetworzonych.

 

A teraz przyjrzyjmy się niektórym z nich:

Śniadanie

Gdy śpimy, po kilku godzinach metabolizm spowalnia i jeśli nie pobudzimy go rano śniadaniem, będzie pozostawał w tym zwolnionym tempie do pierwszego posiłku. Co więcej, przez noc wykorzystane zostaje 80% zapasu glikogenu w mięśniach, z których to organizm czerpie energię. Jeśli masz aktywny dzień, od razu wykorzystasz pozostałe 20% na zwykłe czynności, po czym organizm zacznie czerpać energię… NIE, NIE Z TŁUSZCZU, ALE Z MIĘŚNI. Później, po południu zaczynasz jeść i już nie masz gdzie tego spalić, dlatego nadwyżka kalorii odkłada się w tkance tłuszczowej – bo procesy trawienne nie zostały uruchomione odpowiednio wcześnie.

Spożywanie posiłków w spokoju i z uważnością

Może Ci się wydawać, że masz podzielną uwagę i jesteś w stanie jednocześnie delektować się posiłkiem i oglądać film, ale niestety nie ma czegoś takiego, jak podzielność uwagi 🙁 uwaga przeskakuje szybko z jednego bodźca na drugi i tak – gdy jesz pyszną potrawę i oglądasz wciągający film, mózg nie będzie skupiał się na obu rzeczach i skupi się tylko na filmie, w ten sposób Ty się przejesz, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, kiedy cała potrawa zniknęła z talerza, a co gorsze – nie poczujesz jej smaku :/

Więcej snu, mniej pracy

Prawie każda praca wiąże się ze stresem. Stres wywołuje ogromne zamieszanie w gospodarce hormonalnej, zmniejsza tempo przemiany materii, powoduje zmęczenie, znużenie i wysysa z nas energię. Stres w pracy często powoduje, że nawet podczas przerwy nie jesteśmy w stanie zjeść posiłku w spokoju, a bardzo często jest tak, że w pracy nie mamy w ogóle przerw i jemy w pośpiechu w wolnej chwili, „na raty”. Ja też niedawno wpadłam w wir pracy biurowej, wszystko było na mojej głowie, a regularne posiłki poszły na bok. Nie miałam ustalonego czasu na przerwę, więc jadłam w stresie, „między klientami”, bo przecież jak w tej chwili szybko czegoś nie zrobię, to firma upadnie… Ale na szczęście w odpowiednim czasie uświadomiłam sobie, że mi się przerwa po prostu należy, a obowiązki mogą chwilę poczekać. Poza tym, skutki takiego jedzenia odbiją się na naszym zdrowiu, może jeszcze nie teraz, ale w przyszłości niedalekiej na pewno.

Sen – najbardziej korzystna dawka to 7-8 godzin. Również dobroczynne działanie ma krótka drzemka w ciągu dnia. Badania wykazują, że osoby, które śpią mniej niż 7 godzin i więcej niż 9 godzin na dobę, ważą więcej, mają słabszą odporność i żyją krócej. Zarówno niedobór, jak i nadmiar snu wpływa na zaburzenia apetytu. Natomiast krótka drzemka w ciągu dnia to prawdziwy zastrzyk energii na dalszą jego część. Pamiętaj, że im mniej masz energii, tym trudniej jest kontrolować apetyt.

Aktywność fizyczna

Brak aktywności fizycznej jest nawykiem, podobnie jak regularne uprawianie sportu. Czasami wmawiasz sobie, że Ci się nie chce, że nie lubisz, że nie masz gdzie, nie masz pieniędzy, że nie masz czasu ćwiczyć – wymówka gotowa. A każde usprawiedliwianie się i każdy pretekst służą zrzuceniu z siebie odpowiedzialności i poczucia winy. Przykro mi, ale ruch jest niezbędny dla Twojego ciała, by utrzymywać zdrowie i mieć panowanie nad wagą. Nie zawsze musisz mieć ochotę na basen, bieganie, czy siłownię, ale pamiętaj, że to systematyczność jest kluczem do sukcesu. Nie można też ze sportem przesadzać, nie musisz ćwiczyć codziennie. Twój organizm też potrzebuje odpoczynku. Gdy nie dasz mu chwili na regenerację, będziesz czuć się słabo, a efekty i tak nie będą widoczne. Od ćwiczeń też można się uzależnić, a jak wiadomo, każde uzależnienie jest ucieczką od czegoś. A w sporcie chodzi o przyjemność, o endorfiny i o to, że po skończonym treningu mówisz sobie „Ale jestem z siebie zadowolona!”.

Dziękuję za uwagę 🙂

Wysiłek fizyczny wcale taki fajny nie jest…

wysiłek fizyczny

 

Jeśli już kilka razy próbowałaś/próbowałeś wprowadzić w swoje życie ćwiczenia, systematyczne treningi, wysiłek fizyczny i nadal tego nie cierpisz, doskonale zrozumiesz o czym teraz piszę. Natomiast jeśli wracasz do treningów po dłuższej lub krótszej przerwie – też zrozumiesz.

Jeśli ćwiczysz i uprawiasz sport regularnie, beż żadnych potknięć, tekst może być niezrozumiały, bo to o czym piszę, to stare dzieje 🙂

Otóż wysiłek fizyczny wcale taki fajny nie jest. Latami słyszysz o tym, że trzeba się ruszać, biegać, ćwiczyć z Chodakowską, bo to da Ci zdrowie, wymarzoną figurę i spełni wszystkie Twoje marzenia. Wszyscy dookoła chodzą na siłkę, biegają w maratonach, biorą udział w wyzwaniach Chodakowskiej, mówią o słynnych endorfinach. Ale Ty tego nie czujesz. Ilekroć postanawiasz sobie, że spróbujesz zrobić ten słynny „Killer”, kończy się to na zawrotach głowy i zadyszce po pierwszych 10 minutach. Chce Ci się wymiotować, płakać, klniesz na tę modę na bycie fit. W tym momencie dodatkowo po nosie dostaje Twoja samoocena, bo inni dają radę, ćwiczą do utraty tchu i mają się dobrze. I tak postanawiasz, że już nie będziesz próbować, bo to nie ma sensu, nie masz takiej kondycji i w ogóle to po co?

Najtrudniejsze początki…

To jest właśnie ten moment, baaardzo ważny, najcięższy – początek. Nie bez powodu mówi się, że początki są najtrudniejsze. Dlatego jeśli decydujesz się na wprowadzenie aktywności fizycznej w swoje życie, najlepiej zacząć od małych kroków. Bo Twoja psychika też jest tu ważna 🙂 trzeba ćwiczyć tak, żeby się nie zrazić. Zacznij od spacerów, później możesz trochę pobiegać, później wprowadzić interwały. A z każdym treningiem będziesz silniejsza/silniejszy, będziesz czuć, że łatwiej jest Ci złapać oddech, że nogi tak nie bolą i że już nie mdli, jak kiedyś. A jeśli wybierasz treningi w domu z Youtubem, zrób tyle ile dasz radę. Nic na siłę. Następnym razem, albo za kilka razów zrobisz więcej. Na początku nie przekraczaj swoich możliwości. Początek jest ciężki i może trwać 2 tygodnie, a czasem 2 miesiące – wszystko zależy od rodzaju treningu. Dopiero, gdy to przetrwasz, zaczniesz cieszyć się treningiem. I nie ćwiczysz już po to, by budować sylwetkę, zachować zdrowie, czy dlatego, że inni to robią, ćwiczysz dla samej przyjemności. Dopiero wtedy pojawiają się te słynne endorfiny, a one potrafią uzależnić. Każdy wysiłek fizyczny prowadzący do dotlenienia organizmu wyzwala wydzielanie rozmaitych substancji chemicznych. Np. poziom norepinefryny wzrasta aż czterokroipółkrotnie. A wysoki poziom tego neuroprzekaźnika wywołuje stan euforii, natomiast niski – depresję. Dlatego treningi tak łatwo stają się nawykiem, a gdy stają się nawykiem, tak ciężko jest z nich zrezygnować 🙂

Musi być to „coś”

Ja właśnie tydzień temu postanowiłam wrócić do regularnej aktywności. Rok temu musiałam odpuścić sobie intensywniejsze treningi (ze względu na omdlenia wysiłkowe, których przyczyna do tej pory jest niewyjaśniona). Po takiej przerwie też ciężko było mi wprowadzić aktywność, próbowałam biegać, ćwiczyć w domu – ale zawsze było coś ważniejszego – praca, zakupy… Ale chęć powrotu do aktywności tak narosła, że w końcu zapisałam się na zajęcia fitness. Na pierwsze zajęcia… ja nie szłam… ja leciałam, unosiłam się 10 cm nad ziemią 🙂 już kilka treningów za mną, a ja w końcu znów czuję, że żyję. Ale ja to po prostu uwielbiam, tę atmosferę, to że z grupą obcych sobie kobiet wykonujemy w jednym czasie te wszystkie pozycje, ćwiczenia, razem odwalamy kawał dobrej roboty. Mnie to dodaje energii, motywuje do pracy, rozjaśnia umysł. Ale jeśli Ty tego nie czujesz – to nie rób nic na siłę. Jeśli myślisz o aktywności fizycznej „muszę się w końcu zmusić”, to się nie zmuszaj! Albo znajdź coś dla siebie, jest tyle różnych form: bieganie, taniec, jazda na rolkach, łyżwach, basen, sztuki walki. Poszukaj czegoś, co będzie sprawiało, że będziesz czekać z niecierpliwością na ten dzień w tygodniu, na tę godzinę, ale nie rób czegoś, do czego musisz się zmuszać 🙂

Oto moja siłownia

siłowniaCzy żeby zadbać o ciało, konieczna jest siłownia?

Na trening zawsze znajdzie się miejsce.

Nie masz ciężarków? Możesz zamiast nich wykorzystać butelki z wodą, kamienie lub <jak to było w moim przypadku> kostkę brukową 😉 możesz też wykorzystać ciężar własnego ciała.

Jeśli połączysz trening siłowy (z ciężarkami) z bieganiem, treningiem interwałowym – otrzymujesz trening idealny 🙂

 

Nie musisz wcale chodzić na siłownię, by mieć zdrowe i silne ciało. Ja właśnie nie mogę zmusić się, żeby właśnie pójść na siłownię 😉 wolę ćwiczyć w domu, albo na świeżym powietrzu. Póki jeszcze jesień za oknem, nie ma śniegu, możemy korzystać z uroków treningów na świeżym powietrzu – nie jest zbyt gorąco, powietrze jest rześkie, a wraz z niższymi temperaturami wzmacniamy odporność 🙂

Może jak już pojawią się te pierwsze mrozy, to w końcu zdecyduję się na tę odkładaną z roku na rok siłownię 😉

Koniec z dietami, czyli pierwszy krok do…

115h

 

Moda na różnego rodzaju diety trwa w naszym kraju już od dłuższego czasu. Pojawiają się coraz to nowsze wersje „prawidłowego” odżywiania: a to dieta białkowa, a to dieta tłuszczowa, a to dieta węglowodanowa, surowa, warzywna, owocowa, itd, itp. Pseudo naukowcy zachwalają, że tylko ich dieta jest najlepsza i tylko dzięki niej osiągnie się życie wieczne, wieczną młodość, wymarzoną sylwetkę. Za to oni osiągną ogromne zyski… w portfelu.

A dlaczego? Dlatego że ogólnie utarło się przekonanie, że tylko dzięki „diecie” możliwa jest utrata masy ciała, jedz mniej, głoduj, a będzie Cię mniej. Dieta jest obecnie źródłem milionowych dochodów – wraz z obietnicą osiągnięcia wymarzonej sylwetki sprzedawane są czasopisma, książki, suplementy diety, odżywki, niskokaloryczne produkty light, a także kosztowne kuracje odchudzające, a no i te operacje pomniejszające żołądek… eh.

Po raz pierwszy słowo dieta zostało użyte przez Hipokratesa. Ale on nie miał na myśli redukcji kalorii, lecz mądry sposób kierowania swoim życiem. Czyli jedzenie z umiarem, ale nie głodzenie się. Wybieranie zdrowych posiłków, ale nie eliminację któregoś składnika. Dieta oznaczała po prostu pewien styl życia, włączała też oczywiście odpowiednią dawkę ruchu – sportu, ale też relaksu, czuwania i spania, pracy i odpoczynku.

Wiecie, że jedno z najczęściej wyszukiwanych haseł w google to „jak szybko schudnąć?”… No jak? Albo nie jeść, albo wprowadzić do swego organizmu tabletkę z tasiemcem, albo się przeczyszczać.

Niestety słowo dieta ciągle rozumiane jest jako ograniczenie jedzenia w celu utraty zbędnych kilogramów. Jednak ani diety, ani żadne środki odchudzające nie są rozwiązaniem. Są tylko początkiem błędnego koła w walce o utratę zbędnych kilogramów, co nie kończy się dobrze ani dla ciała, ani dla umysłu.

Naszym organizmem rządzi biologia, biologia jak cała natura dąży do harmonii. Kiedy coś jest odebrane, dąży do tego, by to odzyskać, często z nawiązką. Jeśli poprzez głodzenie się i różne dziwne diety nie dostarczamy dla organizmu wszystkich niezbędnych składników i nie pozwalamy mu zaspokoić jego wszystkich potrzeb, to nasz mózg będzie w przyszłości dążył do tego, by je zaspokoić wszystkimi możliwymi sposobami. Na tym właśnie polega efekt jo-jo!

Ale przecież wszyscy o tym wiemy… i mamy to w nosie.

A to dlatego, że umysł osoby odchudzającej się działa trochę, jak umysł hazardzisty, myśli: „Skoro już tyle gram, muszę w końcu wygrać”. Nic bardziej złudnego :/

Najgorzej, że ludzie często nie mają świadomości ani wiedzy, że piękna sylwetka nie jest wynikiem diety, lecz składa się na nią wiele czynników.

Zapewne wiecie już, że po różnego rodzaju dietach się tyje, a nawet choruje, stresuje i złości, a ostatecznie także traci się samokontrolę w odniesieniu do jedzenia.

Liczne badania wskazują, że diety powodują spadek nastroju, utratę samokontroli, co w efekcie prowadzi do objadania się i tycia. Podczas stosowania diety wzrasta poziom hormonu stresu, kortyzol, a wówczas dostarczane kalorie przekształcane są w tłuszcz. Organizm ten tłuszcz magazynuje, bo tak mu nakazuje mózg, który nie rozróżnia, czy głodzenie się jest wynikiem diety, czy zbliża się zagrożenie i należy robić zapasy. Dlatego m.in. stres powoduje tycie! Odczucie głodu powoduje też złość, apatię, agresję – czyli utratę kontroli i brak harmonii, co prowadzi do objadania się. A objadanie się z kolei rodzi wyrzuty sumienia i poczucie winy, czyli kolejne niefajne emocje. Poczucie winy ponownie wzbudza wewnętrzną potrzebę szybkiego schudnięcia i znów ograniczamy sobie pożywienie. Błędne koło trwa i daje wciąż te same efekty – niskie poczucie własnej wartości i poczucie nieszczęścia. Brzmi znajomo?

Czy jest z tego jakieś wyjście?

Jest. Przede wszystkim zdobycie wiedzy, co jest dla nas zdrowe, poznanie co nam służy. Skuteczne odchudzanie to przede wszystkim zmiana stylu życia danej osoby, ale też czasami całej rodziny osoby otyłej. Przede wszystkim to zmiana nawyków i strategii żywieniowych, to silne poczucie własnej wartości, więc także praca nad samym sobą. W końcu uzyskanie harmonii. Diety działają tylko na ciało, a co z umysłem który się buntuje? Nic w organizmie nie dzieje się bez jego udziału. Pierwszy krok to akceptacja siebie i pokochanie siebie. Ty masz być dla siebie osobą, którą kochasz najbardziej na świecie 🙂