Wysiłek fizyczny wcale taki fajny nie jest…

wysiłek fizyczny

 

Jeśli już kilka razy próbowałaś/próbowałeś wprowadzić w swoje życie ćwiczenia, systematyczne treningi, wysiłek fizyczny i nadal tego nie cierpisz, doskonale zrozumiesz o czym teraz piszę. Natomiast jeśli wracasz do treningów po dłuższej lub krótszej przerwie – też zrozumiesz.

Jeśli ćwiczysz i uprawiasz sport regularnie, beż żadnych potknięć, tekst może być niezrozumiały, bo to o czym piszę, to stare dzieje 🙂

Otóż wysiłek fizyczny wcale taki fajny nie jest. Latami słyszysz o tym, że trzeba się ruszać, biegać, ćwiczyć z Chodakowską, bo to da Ci zdrowie, wymarzoną figurę i spełni wszystkie Twoje marzenia. Wszyscy dookoła chodzą na siłkę, biegają w maratonach, biorą udział w wyzwaniach Chodakowskiej, mówią o słynnych endorfinach. Ale Ty tego nie czujesz. Ilekroć postanawiasz sobie, że spróbujesz zrobić ten słynny „Killer”, kończy się to na zawrotach głowy i zadyszce po pierwszych 10 minutach. Chce Ci się wymiotować, płakać, klniesz na tę modę na bycie fit. W tym momencie dodatkowo po nosie dostaje Twoja samoocena, bo inni dają radę, ćwiczą do utraty tchu i mają się dobrze. I tak postanawiasz, że już nie będziesz próbować, bo to nie ma sensu, nie masz takiej kondycji i w ogóle to po co?

Najtrudniejsze początki…

To jest właśnie ten moment, baaardzo ważny, najcięższy – początek. Nie bez powodu mówi się, że początki są najtrudniejsze. Dlatego jeśli decydujesz się na wprowadzenie aktywności fizycznej w swoje życie, najlepiej zacząć od małych kroków. Bo Twoja psychika też jest tu ważna 🙂 trzeba ćwiczyć tak, żeby się nie zrazić. Zacznij od spacerów, później możesz trochę pobiegać, później wprowadzić interwały. A z każdym treningiem będziesz silniejsza/silniejszy, będziesz czuć, że łatwiej jest Ci złapać oddech, że nogi tak nie bolą i że już nie mdli, jak kiedyś. A jeśli wybierasz treningi w domu z Youtubem, zrób tyle ile dasz radę. Nic na siłę. Następnym razem, albo za kilka razów zrobisz więcej. Na początku nie przekraczaj swoich możliwości. Początek jest ciężki i może trwać 2 tygodnie, a czasem 2 miesiące – wszystko zależy od rodzaju treningu. Dopiero, gdy to przetrwasz, zaczniesz cieszyć się treningiem. I nie ćwiczysz już po to, by budować sylwetkę, zachować zdrowie, czy dlatego, że inni to robią, ćwiczysz dla samej przyjemności. Dopiero wtedy pojawiają się te słynne endorfiny, a one potrafią uzależnić. Każdy wysiłek fizyczny prowadzący do dotlenienia organizmu wyzwala wydzielanie rozmaitych substancji chemicznych. Np. poziom norepinefryny wzrasta aż czterokroipółkrotnie. A wysoki poziom tego neuroprzekaźnika wywołuje stan euforii, natomiast niski – depresję. Dlatego treningi tak łatwo stają się nawykiem, a gdy stają się nawykiem, tak ciężko jest z nich zrezygnować 🙂

Musi być to „coś”

Ja właśnie tydzień temu postanowiłam wrócić do regularnej aktywności. Rok temu musiałam odpuścić sobie intensywniejsze treningi (ze względu na omdlenia wysiłkowe, których przyczyna do tej pory jest niewyjaśniona). Po takiej przerwie też ciężko było mi wprowadzić aktywność, próbowałam biegać, ćwiczyć w domu – ale zawsze było coś ważniejszego – praca, zakupy… Ale chęć powrotu do aktywności tak narosła, że w końcu zapisałam się na zajęcia fitness. Na pierwsze zajęcia… ja nie szłam… ja leciałam, unosiłam się 10 cm nad ziemią 🙂 już kilka treningów za mną, a ja w końcu znów czuję, że żyję. Ale ja to po prostu uwielbiam, tę atmosferę, to że z grupą obcych sobie kobiet wykonujemy w jednym czasie te wszystkie pozycje, ćwiczenia, razem odwalamy kawał dobrej roboty. Mnie to dodaje energii, motywuje do pracy, rozjaśnia umysł. Ale jeśli Ty tego nie czujesz – to nie rób nic na siłę. Jeśli myślisz o aktywności fizycznej „muszę się w końcu zmusić”, to się nie zmuszaj! Albo znajdź coś dla siebie, jest tyle różnych form: bieganie, taniec, jazda na rolkach, łyżwach, basen, sztuki walki. Poszukaj czegoś, co będzie sprawiało, że będziesz czekać z niecierpliwością na ten dzień w tygodniu, na tę godzinę, ale nie rób czegoś, do czego musisz się zmuszać 🙂

Pierwszy krok do zdrowia – poczucie własnej wartości

mirror-1547919_640Żeby coś zmienić, musimy to najpierw zaakceptować. Dokonanie w sobie skutecznej zmiany możliwe jest dopiero wtedy, kiedy zbudujemy w sobie zdrowe poczucie własnej wartości. Dopiero, gdy siebie pokochamy, dokonamy wewnętrznego przytulenia, zaakceptujemy siebie takimi, jakimi jesteśmy, z tymi wszystkimi wadami i zaletami, kiedy nauczymy się ze sobą komunikować – dopiero wtedy będziemy mogli coś w sobie zmienić.

Stoimy przed lustrem, widzimy tylko zbyt odstający brzuch, wszędobylski cellulit, za duże pośladki, za grube nogi… Popadamy w zadumę nad swoją niedoskonałością… Dookoła tyle pięknych, idealnych ciał wyskakuje już nam z lodówki, wszyscy wokół chwalą się idealnym, umięśnionym brzuszkiem, jędrnymi pośladkami, telewizja, internet, czasopisma… Gdybyśmy tak mogły mieć idealne ciało, wtedy wszystkie nasze zmartwienia poszłyby w niepamięć, byłybyśmy takie szczęśliwe, takie idealne. Ale pozostaje nam niezadowolenie z siebie, pragniemy zmienić nasze ciało. Jest ono głównym źródłem naszej frustracji, niechęci do siebie, niezadowolenia i niespełnienia. Fantazjujemy, jak pięknie byłoby mieć to idealne ciało, być atrakcyjną fizycznie. Wtedy cały nasz świat by się zmienił, nabrał barw, słońca, celowości i sensu. Dopiero, gdy osiągniemy to idealne ciało, będziemy w stanie zająć się realizacją naszych pozostałych planów i marzeń.

Ale czy to, co widzimy w lustrze, wystarczy, by określić siebie? Czy naprawdę definiuje nas tylko fizyczność?A co z naszym umysłem, intelektem, zainteresowaniami, poczuciem humoru, czyli tym wszystkim, co w rzeczywistości czyni nas atrakcyjnymi? Czy w tym wszystkim fizyczność nie okazuje się być na ostatnim miejscu?

Co się stanie, gdy w końcu osiągniemy wymarzony cel – idealną figurę? Co jeśli pozbędziemy się nadwagi i cellulitu, ujędrnimy pośladki, biust i usta, i stwierdzimy, że jednak nowa wersja nam nie odpowiada, że to jednak nie jesteśmy my? Co jeśli okaże się, że nie będziemy dobrze czuły się w nowym ciele, że to co było wcześniej, lepiej pasowało do naszego charakteru, było jego dopełnieniem?

Po raz setny – ideałów nie ma

Kiedy wpadamy w pułapkę porównań, nasze poczucie własnej wartości upada. Ale jak tu się nie porównywać, kiedy wszyscy dookoła trąbią o tym, jak powinna wyglądać idealna kobieta. Przemysł kosmetyczny, cała kosmetologia, chirurgia plastyczna prześciga się w wymyślaniu sposobów, by każdy miał możliwość wyglądać idealnie. Te wszystkie sztuczne rzęsy, brwi, usta…

Mamy świadomość, że panie z okładek czasopism są w stanie wpłynąć na obniżenie poczucia własnej wartości. Nasze ego zawsze bierze wszystko do siebie, porównuje, analizuje wpędza w poczucie dyskomfortu, w końcu w poczucie wstydu i winy, bo „nie jestem taka, jaka powinnam być”. Pytanie tylko, czy powinnaś?

Jeden z eksperymentów pokazuje, jak ogromny wpływ na nasze poczucie własnej wartości ma oglądanie zdjęć modelek, kiedy nieświadomie zaczynamy się porównywać. Jedna grupa kobiet oglądała zdjęcia bardzo szczupłych modelek, druga natomiast dostała zdjęcia domów i samochodów. Zagadka: które panie były znacznie bardziej zestresowane i niezadowolone ze swojego wyglądu?

Porównywanie się z innymi – główny niszczyciel naszego poczucia własnej wartości

Nie możemy być takie jak ktoś inny. Możemy tylko pracować ze sobą i nad sobą, stając się lepszą wersją samej siebie. Nigdy nie będziemy wersją kogoś, kim nie jesteśmy. Możemy być tylko kopią. A nawet idealna kopia nie nie będzie tak dobra, jak prawdziwe JA.

Niestety prawie niemożliwa jest wysoka samoocena, gdy czujemy się nieatrakcyjni fizycznie. Badania mówią, że stosunek do własnej fizyczności  jest czynnikiem numer jeden w ogólnym poczuciu własnej wartości. A próby spełnienia nierealistycznych standardów prowadzą do problemów z wizerunkiem własnego ciała. Wiele z nas postrzega swoją fizyczność w zniekształcony sposób. Krótko mówiąc: patrzymy w lustro i widzimy swoje ciało gorszym, niż jest ono naprawdę. Wiele z nas zbyt krytycznie podchodzi do siebie i jest przewrażliwionych na punkcie swojego wyglądu. A to nie pomaga w uzyskaniu wewnętrznej harmonii, ponieważ tylko rodzi stres i frustrację, które to prowadzą do braku akceptacji.

 

Fakty i mity o grubych i chudych

7-incredibly-inspirational-athletes-with-prosthetic-limbs-aimee-mullins-e1431937704951

Istnieje mnóstwo stereotypów dotyczących ludzi tych grubszych i tych chudszych. Czasami mówi się, że charakteryzują się oni różnymi cechami charakteru, inaczej zarządzają swoimi emocjami, a nawet że mają inny sposób myślenia… A przecież tak samo zarówno osoby szczupłe, jak i osoby z nadwagą osiągają w życiu sukcesy, są szczęśliwe, realizują się zawodowo i mają udane życie osobiste. Z drugiej strony faktycznie istnieją pewne różnice między osobami otyłymi i szczupłymi, i nie chodzi tylko o to kto ile je i ile ćwiczy.

Oto kilka faktów i mitów dotyczących życia, cech i zachowania osób otyłych i osób szczupłych:

  1. To moje geny wpływają na moją masę ciała

Trochę prawdy w tym jest. Jeśli jedno z rodziców ma skłonność do tycia, dziecko może w 40% odziedziczyć tę skłonność. W przypadku obojga rodziców mających taką skłonność – prawdopodobieństwo wystąpienia nadwagi wzrasta do 80%. Kiedy natomiast oboje rodzice są szczupli, prawdopodobieństwo że ich dziecko będzie miało skłonność do nadwagi to zaledwie ok 7%. Ale, ale, ale… Oczywiście geny to nie wszystko! Dziecko przejmuje po rodzicach przede wszystkim nawyki żywieniowe, strategie radzenia sobie z emocjami, ze stresem, z problemami oraz sposoby rozwiązywania konfliktów. To wszystko wpływa na nasze ciało oraz sposób, w jaki traktujemy jedzenie. Niestety genów nie jesteśmy w stanie zmienić. Ale wszystko inne, co dziedziczymy po naszych rodzicach, pozostaje w naszych rękach. Bo dziedziczymy predyspozycje, a nie nadwagę 🙂

2. Chudnie się w stresie

Tu bywa różnie. Zazwyczaj bodziec wywołujący stres powoduje lawinę reakcji fizjologicznych przekierowujących organizm na działania obronne lub unikowe. Nie czujemy głodu, ponieważ procesy trawienne zostają wstrzymane na rzecz magazynowania energii niezbędnej do funkcjonowania w sytuacji zagrożenia. Wówczas wyzwalany jest kortyzol, który niestety sprzyja przyrostowi tkanki tłuszczowej, szczególnie wokół pasa. Ale na niektórych stres wpływa również tak, że po prostu objadają się, by zredukować napięcie. A to już na pewno chudnięciu nie sprzyja.

3. Diety odchudzają

Diety powodują spadek masy ciała, ale to jeszcze nie oznacza że ta waga się utrzyma. Dieta wytrąca organizm z równowagi, a ten reaguje gromadzeniem tkanki tłuszczowej, jako zabezpieczenia przed nadchodzącym niebezpieczeństwem. W żadnym wypadku nie powinno się stosować modnych diet znalezionych w internetach, po pomoc w ułożeniu dopasowanej indywidualnie diety powinno zgłosić się do dietetyka lub psychodietetyka, ponieważ to co dostępne dla wszystkich, nie jest dobre dla nikogo. Takie diety zazwyczaj wiążą się z eliminacją wielu cennych składników, których brak wcześniej czy później da się nam we znaki. Z chwilą ukończenia diety, albo nawet już i po pierwszym dniu 😉 organizm upomina się o brakujące mikroelementy. Jak już nawet wytrzymamy na tej diecie, po jej zakończeniu szybko wracamy do poprzedniej wagi, a zazwyczaj do jeszcze większej niż początkowa.

4. Środowisko sprzyja tyciu

Fakt, ale również chudnięciu. Wszystko zależy od NAS, od naszego nastawienia, naszych decyzji i wzorów zachowania, jakie przyjmujemy. Z jednej strony dzisiejszy świat nadaje życiu taki pęd, że wybieramy szybkie i łatwe rozwiązania – fast foody, wysoko przetworzone produkty, ale nie dlatego, że nam smakują, tylko dlatego że są łatwo dostępne, podane natychmiast, od razu gotowe do spożycia. Pamiętam, że jak ostatnio byłam w Warszawie i przechodziłam przez podziemia w Centrum, przez całe przejście czuć było tylko zapach zapiekanek i jakichś innych szybkich kanapek. Byłam bardzo głodna, ale myśl o tych zapiekankach przyprawiała mnie o dreszcze. Kiedyś jakoś tego nie zauważałam, a przechodziłam tamtędy codziennie przez 5 lat, kiedy studiowałam w stolicy. Teraz kiedy mieszkam w Gdańsku, doceniam to, że w podziemiach można spotkać zwykłe sklepiki z pieczywem 🙂 aha no i jeszcze w trójmieście podoba mi się to, że tutaj zdrowsza kuchnia nie jest żadnym luksusem. Mamy Bio Way’a, Avocado, Veganburgers, dużo sklepów ze zdrową żywnością, a to wszystko na kieszeń przysłowiowego studenta 🙂 Niestety w Warszawie takich miejsc nie poznałam 🙁

5. Chudzi są szczęśliwi, grubi nieszczęśliwi

Oczywiście mit 🙂 poczucie szczęścia nie zależy od liczby kilogramów, lecz od cech osobowości oraz kontekstu psychologicznego.

6. Grubi mają większe predyspozycje do popadania w nałogi

No coś w tym jest. U osób mających nadwagę występuje większe prawdopodobieństwo pojawienia się nałogu. Dotyczy to głównie jedzenia, ale może też łączyć się z alkoholem, nikotyną i substancjami psychoaktywnymi.

7. Grubi mają niskie poczucie własnej wartości i niskie poczucie sprawstwa

W wielu przypadkach okazuje się, że to prawda. Niskie poczucie własnej wartości jest wspólne dla wszystkich zaburzeń odżywiania. Wpływa ono też na to, że takie osoby przekładają odpowiedzialność za swój los, swoje sukcesy i porażki w ręce innych. Przestają wierzyć w to, że sami mają wpływ na swoje życie.

8. Chudzi mają szybszą przemianę materii

Wg badań przeprowadzonych w 1985 r. przez Garrowa i Webera, hipoteza dotycząca tego, że otyli ludzie mają niższe tempo przemiany materii niż osoby szczupłe, nie potwierdziła się. Teoria nadwagi odwołująca się do „wolnej przemiany materii” może być wyznawana przez wielu laików, ale nie jest potwierdzona empirycznie.

9. Chudzi mają łatwiej

Otóż okazuje się, że z biologicznego punktu widzenia, umiarkowana nadwaga jest korzystniejsza dla zdrowia niż niedowaga. Dodatkowo osobom z niedowagą jest o wiele trudniej przytyć, niż osobom otyłym schudnąć.

10. Grubi nie uprawiają sportu

Mit. Często przyczyną braku efektów w odchudzaniu jest większe spożycie pokarmów po sporcie. Organizm po wysiłku domaga się większej ilości składników mineralnych i glukozy, utraconych podczas ćwiczeń, dlatego po wysiłku zjedlibyśmy całą zawartość lodówki. Ale kiedy nauczymy się, co można zjadać po wysiłku, żeby zaspokoić ten wilczy apetyt, po jakimś czasie uczucie wzmożonego głodu po wysiłku maleje. Pamiętam, że gdy kiedyś chodziłam na zajęcia fitness, po powrocie do domu strasznie chciało mi się jeść i nie mogłam tego opanować. Sam powrót z siłowni trwał ok 25 minut. Teraz już wiem, że gdybym od razu po zajęciach zjadła 2-3 daktyle, po powrocie do domu nie czułabym takiego głodu. Dzisiaj, pierwsze co robię po treningu, to w ciągu pierwszych 20 minut dostarczam sobie trochę cukrów prostych i trochę białka.

Czymże różni się więc od siebie gruby i chudy?

Pewnego dnia, w 1976 roku przyszła na świat dziewczynka. Okazało się, że ma ona wadę wrodzoną, polegającą na zaniku kończyn. Lekarze musieli podjąć decyzję o amputacji obydwu nóg, poniżej kolan. Dziewczynka została nieodwracalnie kaleką, zanim ukończyła pierwszy rok życia.

Niektórzy potrafią w największych swoich wadach i dysfunkcjach dostrzec nietuzinkowe zasoby. Życie każdego z nas jest wypadkową wszystkich decyzji, które podejmujemy. Aimee Mullins, którą widzicie na zdjęciach powyżej, jest dziś nie tylko kaleką, ale jest kobietą, którą magazyn „People” umieścił w pięćdziesiątce najpiękniejszych ludzi świata. Ma dwanaście par nóg oraz sukcesy w sporcie, na wybiegu oraz na ekranie. Stała się rozpoznawalną i cenioną biegaczką, modelką, aktorką. Może manipulować swoim wzrostem w zakresie od 172 do 185 cm 🙂

Jeśli zdarza Ci się narzekać na swoje ciało, na grube uda, czy łydki, czy zaczęłabyś je bardziej doceniać, gdyby groziła Ci ich utrata?

Kiedy myślisz o swojej przyszłości negatywnie, mówisz: „takie już będzie moje życie”, po latach bezczynności dochodzisz do wniosku: „takie już jest moje życie”. Ludzie, którzy potrafią realizować swoje marzenia, wcale nie są w czepku urodzeni, to nie jest tak, że mają znajomości, że im się poszczęściło, nie jest to też kwestia pieniędzy, ani dobrego pochodzenia. Wszystko jest w naszej głowie! 🙂

Gdy masz problem z nadwagą, lub niedowagą, masz dwa sposoby na jego rozwiązanie. Albo decydujesz się na to, by ze swego wyglądu uczynić atut i na jego podstawie budować swój interesujący wizerunek, albo dokonać zmiany wewnętrznej, by tę nadwagę lub niedowagę pokonać raz na zawsze. 

Zobaczcie, taka Adele, nie ma problemów ze swoim wizerunkiem. Wygląda ponętnie, seksownie, pięknie. Mimo nadmiaru kilogramów jest świetną artystką. Prawdopodobnie gdyby schudła, wyglądałaby jak setki innych piosenkarek, a możliwe że nawet straciłaby swój głos.

Warto cały czas zadawać sobie pytania, z jakiego powodu jemy:

  • z głodu?
  • z emocji?
  • z nudy?
  • dla przyjemności?
  • z nadmiaru czasu?
  • aby poczuć się przyjemnie i bezpiecznie?
  • z przyzwyczajenia?
  • by spełnić oczekiwania innych?
  • by nie marnować jedzenia?
  • ze stresu?
  • by nie myśleć?

Myślenie, że schudnięcie rozwiąże wszystkie problemy jest iluzją. A jednak jest to marzeniem milionów kobiet na całym świecie. Aby stracić na wadze, trzeba wyeliminować czynniki wywołujące objadanie się i tycie. Tu nie chodzi o czekoladę. Tylko o to, co powoduję, że po nią sięgasz. Chodzi o emocje, które za pomocą czekolady eliminujesz, łagodzisz lub wyzwalasz. Poza tym, schudnięcie nie może być celem samym w sobie. Najlepiej jest wyznaczyć sobie cel – nauka jazdy na nartach, nauka salsy, nauka jazdy konną, może poprawa zdrowia. Utrata kilogramów będzie skutkiem ubocznym.

A na koniec zapraszam do obejrzenia filmu z Aimee w roli głównej 🙂

 https://www.ted.com/talks/aimee_mullins_prosthetic_aesthetics?language=pl

Koniec z dietami, czyli pierwszy krok do…

115h

 

Moda na różnego rodzaju diety trwa w naszym kraju już od dłuższego czasu. Pojawiają się coraz to nowsze wersje „prawidłowego” odżywiania: a to dieta białkowa, a to dieta tłuszczowa, a to dieta węglowodanowa, surowa, warzywna, owocowa, itd, itp. Pseudo naukowcy zachwalają, że tylko ich dieta jest najlepsza i tylko dzięki niej osiągnie się życie wieczne, wieczną młodość, wymarzoną sylwetkę. Za to oni osiągną ogromne zyski… w portfelu.

A dlaczego? Dlatego że ogólnie utarło się przekonanie, że tylko dzięki „diecie” możliwa jest utrata masy ciała, jedz mniej, głoduj, a będzie Cię mniej. Dieta jest obecnie źródłem milionowych dochodów – wraz z obietnicą osiągnięcia wymarzonej sylwetki sprzedawane są czasopisma, książki, suplementy diety, odżywki, niskokaloryczne produkty light, a także kosztowne kuracje odchudzające, a no i te operacje pomniejszające żołądek… eh.

Po raz pierwszy słowo dieta zostało użyte przez Hipokratesa. Ale on nie miał na myśli redukcji kalorii, lecz mądry sposób kierowania swoim życiem. Czyli jedzenie z umiarem, ale nie głodzenie się. Wybieranie zdrowych posiłków, ale nie eliminację któregoś składnika. Dieta oznaczała po prostu pewien styl życia, włączała też oczywiście odpowiednią dawkę ruchu – sportu, ale też relaksu, czuwania i spania, pracy i odpoczynku.

Wiecie, że jedno z najczęściej wyszukiwanych haseł w google to „jak szybko schudnąć?”… No jak? Albo nie jeść, albo wprowadzić do swego organizmu tabletkę z tasiemcem, albo się przeczyszczać.

Niestety słowo dieta ciągle rozumiane jest jako ograniczenie jedzenia w celu utraty zbędnych kilogramów. Jednak ani diety, ani żadne środki odchudzające nie są rozwiązaniem. Są tylko początkiem błędnego koła w walce o utratę zbędnych kilogramów, co nie kończy się dobrze ani dla ciała, ani dla umysłu.

Naszym organizmem rządzi biologia, biologia jak cała natura dąży do harmonii. Kiedy coś jest odebrane, dąży do tego, by to odzyskać, często z nawiązką. Jeśli poprzez głodzenie się i różne dziwne diety nie dostarczamy dla organizmu wszystkich niezbędnych składników i nie pozwalamy mu zaspokoić jego wszystkich potrzeb, to nasz mózg będzie w przyszłości dążył do tego, by je zaspokoić wszystkimi możliwymi sposobami. Na tym właśnie polega efekt jo-jo!

Ale przecież wszyscy o tym wiemy… i mamy to w nosie.

A to dlatego, że umysł osoby odchudzającej się działa trochę, jak umysł hazardzisty, myśli: „Skoro już tyle gram, muszę w końcu wygrać”. Nic bardziej złudnego :/

Najgorzej, że ludzie często nie mają świadomości ani wiedzy, że piękna sylwetka nie jest wynikiem diety, lecz składa się na nią wiele czynników.

Zapewne wiecie już, że po różnego rodzaju dietach się tyje, a nawet choruje, stresuje i złości, a ostatecznie także traci się samokontrolę w odniesieniu do jedzenia.

Liczne badania wskazują, że diety powodują spadek nastroju, utratę samokontroli, co w efekcie prowadzi do objadania się i tycia. Podczas stosowania diety wzrasta poziom hormonu stresu, kortyzol, a wówczas dostarczane kalorie przekształcane są w tłuszcz. Organizm ten tłuszcz magazynuje, bo tak mu nakazuje mózg, który nie rozróżnia, czy głodzenie się jest wynikiem diety, czy zbliża się zagrożenie i należy robić zapasy. Dlatego m.in. stres powoduje tycie! Odczucie głodu powoduje też złość, apatię, agresję – czyli utratę kontroli i brak harmonii, co prowadzi do objadania się. A objadanie się z kolei rodzi wyrzuty sumienia i poczucie winy, czyli kolejne niefajne emocje. Poczucie winy ponownie wzbudza wewnętrzną potrzebę szybkiego schudnięcia i znów ograniczamy sobie pożywienie. Błędne koło trwa i daje wciąż te same efekty – niskie poczucie własnej wartości i poczucie nieszczęścia. Brzmi znajomo?

Czy jest z tego jakieś wyjście?

Jest. Przede wszystkim zdobycie wiedzy, co jest dla nas zdrowe, poznanie co nam służy. Skuteczne odchudzanie to przede wszystkim zmiana stylu życia danej osoby, ale też czasami całej rodziny osoby otyłej. Przede wszystkim to zmiana nawyków i strategii żywieniowych, to silne poczucie własnej wartości, więc także praca nad samym sobą. W końcu uzyskanie harmonii. Diety działają tylko na ciało, a co z umysłem który się buntuje? Nic w organizmie nie dzieje się bez jego udziału. Pierwszy krok to akceptacja siebie i pokochanie siebie. Ty masz być dla siebie osobą, którą kochasz najbardziej na świecie 🙂