Chcesz schudnąć? Zacznij w grudniu!

schudnąć

Święta zbliżają się wielkimi krokami, a ja tak sobie myślę, ile osób myśli o tym, że chce coś zmienić w swoim odżywianiu, ale… zrobi to po świętach. Bo teraz to po co? Zaraz będzie Wigilia – jeden dzień obżarstwa, później Pierwszy Dzień Świąt u rodziny, przecież nie odmówi się cioci jeszcze jednego kawałka ciasta, a później Drugi Dzień Świąt, to ze znajomymi przecież trzeba coś wypić i czymś poczęstować. A później dłuuugi tydzień do sylwestra. To też nie ma sensu, bo w sylwestra też przecież jedzenie.

Obiecujemy sobie, że już od stycznia – nowe postanowienie noworoczne. Dieta, ćwiczenia – biorę się za siebie. Siłownie zaleją tłumy klientów, kalendarze u dietetyków pękają w szwach. Wszystko fajnie, tylko z takim podejściem nigdy nie schudniemy skutecznie.

Ludzie najczęściej postanawiają, że zaczną „odchudzać się” od poniedziałku, od Nowego Roku, od września. Niestety takie założenie już na samym początku skutkuje niepowodzeniem. Początek tygodnia zazwyczaj wiąże się z większym stresem, ale na początku motywacja jest całkiem spora, więc wytrzymujemy. Dzielnie planujemy posiłki na kolejne dni. Do piątku. Wtedy nadchodzi weekend, a jak tu nie wyjść ze znajomymi i czegoś nie zjeść, czegoś nie wypić, a przecież „dieta” zabrania. Czasami udaje się to wytrzymać, przez tydzień, dwa, trzy, najwytrwalsi wytrzymują kilka miesięcy. Ale później są już tak tym wszystkim zmęczeni, że wracają do dawnego jedzenia. Wracają też utracone kilogramy.

Badania pokazują, że zmiany powinniśmy wprowadzać powoli tak, by nie wiązały się ze zbyt dużym stresem. A takie zmiany możemy wprowadzić właśnie już dziś – tydzień przed Wigilią.

Jeśli nastawiamy się na zmiany w taki sposób, że chcemy je jeszcze odłożyć w czasie – oznacza to, że zmiana ta kojarzy nam się z czymś negatywnym. Jeśli będziemy myśleć o zmianie, jak o czymś trudnym, męczącym i ograniczającym, nigdy nie przyniesie nam ona satysfakcji. Jeśli natomiast zmianę odbieramy na zasadzie wspaniałej przygody z rozwojem – wówczas jaki jest problem, żeby zacząć już dziś?

Dużo osób boi się podjąć decyzję o „diecie” przed świętami, ponieważ boją się, że przy świątecznym stole nie wytrzymają, objedzą się i wszystkie zmagania pójdą na marne. Tu problemem jest pojmowanie „diety” jako ograniczonego jadłospisu, głodówki, gdzie mamy wyliczoną dokładnie porcję kalorii, a wszelkie odstępstwa niweczą starania. Oczywiście tak też to działa – im bardziej restrykcyjna jest dieta, tym większe prawdopodobieństwo, że w trudnym momencie dojdzie do przejadania się. Dlatego właśnie dieta powinna oznaczać sposób odżywiania, a co więcej – sposób życia:

-odpowiednia ilość posiłków (co nie znaczy, że każdy musi jeść 5 posiłków!) i płynów,

-rozpoczynanie jedzenia w momencie czucia lekkiego głodu, a kończenie jedzenia w momencie odczuwania lekkiej sytości,

– planowanie posiłków,

– jedzenie jak największej ilości nie przetworzonych produktów,

– codzienny ruch,

– traktowanie słodyczy, jako normalny element życia (a nie w celu zaspokajania emocji!),

– nie słuchanie reklam 😉

A może wystarczyłoby już teraz wprowadzić jeden nawyk, np. jedzenie śniadań? Poza tym, dobrze jest podchodzić do świąt, jako spotkania z rodziną, prezentów, wspólnie spędzonego czasu – niekoniecznie skupiać się na tym jedzeniu. Niestety nasza kultura sprzyja przejadaniu się na święta, ale ciekawostką może być to, że my nie tyjemy w Wigilię, w Pierwszy, czy Drugi Dzień Świąt, tylko w tygodniu pomiędzy świętami a sylwestrem. Jak myślicie, dlaczego tak się dzieje? 🙂