Chcesz schudnąć? Zacznij w grudniu!

schudnąć

Święta zbliżają się wielkimi krokami, a ja tak sobie myślę, ile osób myśli o tym, że chce coś zmienić w swoim odżywianiu, ale… zrobi to po świętach. Bo teraz to po co? Zaraz będzie Wigilia – jeden dzień obżarstwa, później Pierwszy Dzień Świąt u rodziny, przecież nie odmówi się cioci jeszcze jednego kawałka ciasta, a później Drugi Dzień Świąt, to ze znajomymi przecież trzeba coś wypić i czymś poczęstować. A później dłuuugi tydzień do sylwestra. To też nie ma sensu, bo w sylwestra też przecież jedzenie.

Obiecujemy sobie, że już od stycznia – nowe postanowienie noworoczne. Dieta, ćwiczenia – biorę się za siebie. Siłownie zaleją tłumy klientów, kalendarze u dietetyków pękają w szwach. Wszystko fajnie, tylko z takim podejściem nigdy nie schudniemy skutecznie.

Ludzie najczęściej postanawiają, że zaczną „odchudzać się” od poniedziałku, od Nowego Roku, od września. Niestety takie założenie już na samym początku skutkuje niepowodzeniem. Początek tygodnia zazwyczaj wiąże się z większym stresem, ale na początku motywacja jest całkiem spora, więc wytrzymujemy. Dzielnie planujemy posiłki na kolejne dni. Do piątku. Wtedy nadchodzi weekend, a jak tu nie wyjść ze znajomymi i czegoś nie zjeść, czegoś nie wypić, a przecież „dieta” zabrania. Czasami udaje się to wytrzymać, przez tydzień, dwa, trzy, najwytrwalsi wytrzymują kilka miesięcy. Ale później są już tak tym wszystkim zmęczeni, że wracają do dawnego jedzenia. Wracają też utracone kilogramy.

Badania pokazują, że zmiany powinniśmy wprowadzać powoli tak, by nie wiązały się ze zbyt dużym stresem. A takie zmiany możemy wprowadzić właśnie już dziś – tydzień przed Wigilią.

Jeśli nastawiamy się na zmiany w taki sposób, że chcemy je jeszcze odłożyć w czasie – oznacza to, że zmiana ta kojarzy nam się z czymś negatywnym. Jeśli będziemy myśleć o zmianie, jak o czymś trudnym, męczącym i ograniczającym, nigdy nie przyniesie nam ona satysfakcji. Jeśli natomiast zmianę odbieramy na zasadzie wspaniałej przygody z rozwojem – wówczas jaki jest problem, żeby zacząć już dziś?

Dużo osób boi się podjąć decyzję o „diecie” przed świętami, ponieważ boją się, że przy świątecznym stole nie wytrzymają, objedzą się i wszystkie zmagania pójdą na marne. Tu problemem jest pojmowanie „diety” jako ograniczonego jadłospisu, głodówki, gdzie mamy wyliczoną dokładnie porcję kalorii, a wszelkie odstępstwa niweczą starania. Oczywiście tak też to działa – im bardziej restrykcyjna jest dieta, tym większe prawdopodobieństwo, że w trudnym momencie dojdzie do przejadania się. Dlatego właśnie dieta powinna oznaczać sposób odżywiania, a co więcej – sposób życia:

-odpowiednia ilość posiłków (co nie znaczy, że każdy musi jeść 5 posiłków!) i płynów,

-rozpoczynanie jedzenia w momencie czucia lekkiego głodu, a kończenie jedzenia w momencie odczuwania lekkiej sytości,

– planowanie posiłków,

– jedzenie jak największej ilości nie przetworzonych produktów,

– codzienny ruch,

– traktowanie słodyczy, jako normalny element życia (a nie w celu zaspokajania emocji!),

– nie słuchanie reklam 😉

A może wystarczyłoby już teraz wprowadzić jeden nawyk, np. jedzenie śniadań? Poza tym, dobrze jest podchodzić do świąt, jako spotkania z rodziną, prezentów, wspólnie spędzonego czasu – niekoniecznie skupiać się na tym jedzeniu. Niestety nasza kultura sprzyja przejadaniu się na święta, ale ciekawostką może być to, że my nie tyjemy w Wigilię, w Pierwszy, czy Drugi Dzień Świąt, tylko w tygodniu pomiędzy świętami a sylwestrem. Jak myślicie, dlaczego tak się dzieje? 🙂

10 pomysłów na zdrowe prezenty

Święta już niedługo, a Ty nie masz jeszcze prezentów?

Spokojnie, spokojnie – jeszcze zdążysz 🙂

Pomyślałam, że może przydać Ci się trochę pomysłów na prezenty,

które wyjdą na zdrowie każdemu, kto je otrzyma 🙂

 

1..Książka „Zamień chemię na jedzenie” Julity Bator

Jest doskonałym prezentem dla osób, które chciałyby zacząć zdrowiej się odżywiać, ale nie wiedzą od czego zacząć. Autorka książki pokazuje, jak wyrzucić całą chemię z kuchni, a do tego nie zbankrutować. Wg mnie jest to jedna z podstawowych książek, która wprowadza w świat zdrowego odżywiania. Pokazuje, jakich produktów w sklepie unikać i jak w prosty sposób przygotować zdrowe posiłki w domu. Dodatkowo polecam również drugą książkę tej autorki „Zamień chemię na jedzenie. Nowe przepisy” w której mamy 80 przepisów na proste, zdrowe i niedrogie dania dla całej rodziny. Wśród przepisów znajdziemy pomysły na własne pieczywo, drugie śniadania do szkoły i pracy, dania dla dzieci, desery i zdrowe przekąski. Cena jednej książki to ok. 25-30 zł.

 

zamien chemie na jedzenie

2. Naturalne kosmetyki

Hit ostatnich czasów. I tu nie chodzi o zwykłą modę, tylko o fakt, że większość popularnych kosmetyków i środków czystości sprzedawanych w naszych sklepach, zawiera składniki pochodzenia zwierzęcego. Co gorsze, testowane są na zwierzętach. Najlepiej wybierać kosmetyki, co do których możemy mieć pewność, że nie zawierają substancji pochodzenia zwierzęcego, a ich produkcja nie wiązała się z cierpieniem zwierząt, ani ludzi. Kosmetyki takie możemy znaleźć w popularnych drogeriach lub sklepach internetowych. Oto niektóre z firm, produkujących naturalne kosmetyki: Eco CosmeticsGaia CreamsGreen PeopleKanuLakshmiLaveraPolinSkin BlossomSonett.

Produkty mogą być oznaczone symbolami:

nie testowane na zwierzetach

 

3. Masło orzechowe

To prezent dla  sportowców i… łasuchów 🙂 masło orzechowe, takie 100% (bez dodatku cukru, soli, czy innych olejów) jest bardzo zdrowe. Jest ono świetnym uzupełnieniem diety sportowca, ponieważ pozwala zaspokoić wysokie zapotrzebowanie energetyczne – bo jest bardzo kaloryczne. To dobre źródło białka oraz zdrowych tłuszczów. Białko i witamina E pomagają walczyć ze stresem oksydacyjnym, powstającym podczas wysiłku, który to osłabia odporność i możliwości regeneracyjne organizmu. Zawiera magnez, żelazo i kwas foliowy, które chronią przed anemią i skurczami. Natomiast węglowodany zawarte w orzechach mają niski indeks glikemiczny, co sprawia, że podczas długiego wysiłku nie następuje gwałtowny spadek glukozy we krwi. Masło orzechowe możemy przygotować sami. Wystarczy kupić orzechy ziemne prażone bez soli (cena ok. 7zł / 300g – Carrefour) i zblendować – na początku jest ciężko, ale po chwili z orzechów wydobywa się tłuszcz i idzie gładko 🙂 Tu podaję dokładny przepis: Domowe masło orzechowe. Mi bardzo posmakowało Masło orzechowe Sante GO ON. Ma prawie płynną konsystencję, dzięki czemu łatwo się rozsmarowuje, a i cena jest zachęcająca, bo za 1 kg płacimy ok 25 zł.

masło orzechowe

 

4. Olej kokosowy

I tu pojawia się ten słynny olej, który służyć może i za naturalny kosmetyk, i jako środek spożywczy. Olej kokosowy ma dużo właściwości. Wymienię w skrócie niektóre z nich:

  • Zwiększa naszą odporność,
  • Ma działanie bakteriobójcze i wirusobójcze,
  • Można go używać zewnętrznie na wszystkie zmiany skórne, urazy, ukąszenia lub dla poprawy wyglądu skóry, bardzo dobrze nawilża suchą skórę,
  • Ma właściwości regenerujące, oczyszczające, antynowotworowe (co oczywiście nie znaczy, że leczy raka!),,
  • Świetnie nadaje się do smażenia, ponieważ ma wysoką temperaturę topnienia.

Z oleju kokosowego można przyrządzać zdrowe dania i desery. Można go też wykorzystać do produkcji naturalnych kosmetyków, a nawet pasty do zębów. Olej kokosowy nie jełczeje, można go długo przechowywać, najlepiej w ciemnym pojemniku bez dostępu do światła. Jeśli chcemy korzystać z tych wszystkich właściwości, ważne, by był to olej nierafinowany. Będzie miał on zapach kokosa i w jedzeniu może być wyczuwalny (choć mój tata nie wyczuwa 😉 ) Jeśli nie chcemy zapachu – możemy kupić olej rafinowany (jest tańszy), ale nada się właściwie tylko do smażenia, ponieważ podczas obróbki stracił na swojej wartości. Cena oleju nierafinowanego: ok. 35 zł / 900 ml.

olej-kokosowy

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o oleju kokosowym, polecam:

http://bonavita.pl/olej-kokosowy-wlasciwosci-odchudzajace-i-zastosowanie-w-kuchni

http://bonavita.pl/10-zastosowan-oleju-kokosowego-przydatny-nie-tylko-w-kuchni

http://bonavita.pl/plukanie-ust-olejem-kokosowym-czyli-naturalna-metoda-higieny-jamy-ustnej

 

5. Miód

Proste, prawda? 🙂 Miód to coś, co każdy powinien mieć w swoim domu. Zwłaszcza w okresie jesienno – zimowo – wiosennym. A najlepiej jeśli pochodzi z zaufanego źródła. Jeśli masz dostęp do zaufanych pszczelarzy, możesz taki miód sprezentować komuś, kto mieszka w dużym mieście i raczej ten dostęp ma ograniczony.

 

6. Zaparzacz do kawy/herbaty

Czyli kolej na prezent dla kawoszy, no… lub herbaciarzy 🙂 Ja jako jednak kawosz, długo szukałam idealnego rozwiązania do picia zdrowej kawy. O tym, jaka kawa jest najzdrowsza pisałam tu: Która kawa jest najzdrowsza? Wniosek mój był taki, że najzdrowsza jest kawa naturalna, tylko musimy uważać na fuuuuusy. Jeśli pijemy zwykłą kawę parzuchę, fusy mogą podrażniać naszą wątrobę i żołądek. Dobrym rozwiązaniem są ekspresy ciśnieniowe, ale z nimi problem jest taki, że zakup dobrego ekspresu wiąże się z większym wydatkiem. Dla mnie idealnym rozwiązaniem stał się zaparzacz do kawy/herbaty. Taki zwykły, prosty, który można kupić np. w Ikei. Ja mam mały – na jedną kawę, bo w piciu kawy w naszym mieszkaniu jestem osamotniona i koszt takiego urządzenia to 25 zł / 0,4 l, a dla większej liczby kawoszy w domu może być większy rozmiar – 30 zł / 1 l.

upphetta-zaparzacz-do-kawyupphetta-zaparzacz-do-kawy-2

fot. Ikea / http://www.ikea.com/pl/pl/catalog/products/60241389/

 

7. Parowar

Niezbędnik w zdrowej kuchni. Ja uwielbiam gotować na parze warzywa, np. brokuły, kalafior, marchewkę, fasolkę, bataty. Są o wiele smaczniejsze i zachowują więcej właściwości, niż gotowane w wodzie. Dodatkowo polecam książkę „Gotowanie na parze – smacznie, zdrowo i oryginalnie” Jacka Szczepańskiego. Znajdziemy tu mnóstwo przepisów na dania z warzy, ryb i owoców morza, drobiu, mięsa, a nawet pierogi i desery. Czy wiesz, że na parze można gotować nawet kasze, ryż i jajka? Wybierając odpowiedni parowar powinniśmy zwrócić uwagę moc, pojemność i funkcje dodatkowe. Im wyższa jest moc urządzenia, tym szybciej uzyskamy odpowiednią ilość pary potrzebną do przygotowania potrawy. Jednak im wyższa moc, tym więcej energii zużywa urządzenie. Najlepszym rozwiązaniem jest urządzenie, które pracuje w trybie zmiennego poboru mocy, tj. na początku wytwarza dużo pary, a później tylko utrzymuje właściwą temperaturę. Jeśli chodzi i pojemność, to na rynku dostępne są modele, które mają pojemność od kilku do kilkudziesięciu litrów. Większość jest wyposażona w kilka poziomów o oddzielnych pojemników. Warto zwrócić uwagę, czy pojemniki rozmieszczone są pionowo – jeden na drugim, czy poziomo – obok siebie. Jeśli są ustawione jeden na drugim, zapachy z dołu mogą przechodzić z potrawę na górze, ale co kto lubi 🙂 Dodatkowe funkcje, np. programator czasowy pomaga uniknąć rozgotowywania produktów, wskaźnik poziomu wody zapewnia optymalną ilość pary.

Ceny dobrego parowaru zaczynają się już od 70 zł.

 

gotowanie na parze

 

8. Odzież termoaktywna

Kolejny niezbędnik, tym razem aktywności fizycznej zimą – bielizna i odzież termoaktywna. Przydaje się, gdy przychodzą mrozy, a zapalony biegacz, dalej chce biegać. Nie musi ubierać się na cebulkę, w grube bluzy i swetry. W zimę też chce się czuć lekko. Dobrej jakości i w dobrej cenie odzież termalną oferuje Decathlon. Wszystko możemy zamówić on-line, z dostawą gratis. A jeśli okaże się, że coś nie pasuje, możemy wymienić na inny rozmiar.

 

9. Lunch box

Czyli pojemniki na jedzenie. Zawsze lepiej jest samemu przygotowywać sobie jedzenie do pracy, mamy wtedy pewność tego, co jemy. Tutaj możliwości mamy tak wiele, że nie będę nic polecać 🙂 Wybór jest ogromny:

-pojemniki z przegródkami lub bez,

-pojemniki silikonowe, które po zjedzeniu posiłku można złożyć i zajmują mniej miejsca,

-pojemniki termiczne, które na jakiś czas zatrzymują temperaturę

-małe, duże, na zupę, na jedno danie, na kilka dań.

 

10. Voucher na konsultację psychodietetyczną

Czyli samo zdrowie 🙂

Z konsultacji psychodietetycznej mogą skorzystać osoby, które zmagają się ze swoją masą ciała, ale również każdy, kto chce dokonać zmian w swoim odżywianiu. Pierwsza konsultacja zazwyczaj wiąże się z diagnozą przyczyn nadmiernego jedzenia, nawyków żywieniowych. Zostaje przeprowadzony wywiad dietetyczny, który niezbędny jest do ułożenia dopasowanego jadłospisu. Ustalone zostają pierwsze cele, indywidualny plan działania.

Zaproszenie na konsultacje psychodietetyczne jest doskonałym prezentem dla:
– osób z chorobą Hashimoto, która jest „plagą” naszych czasów, a odpowiednia dieta jest najważniejszym czynnikiem w leczeniu objawów;
– kobiet w ciąży oraz starających się zajść w ciążę, ponieważ w tym okresie prawidłowo zbilansowana dieta, to podstawa warunkowania zdrowia u dziecka;
– kobiet karmiących piersią;
– Mamy, Taty, Babci lub Dziadka – ponieważ u osób starszych bardzo często występują niedobory żywieniowe;
– oraz dla każdego, kto chce w zdrowy sposób zmienić swoje nawyki żywieniowe 

Uwaga! Aby Voucher dotarł do Was na czas, należy zamówić go z lekkim wyprzedzeniem:

– Voucher standardowy (7-dniowy jadłospis + 2 konsultacje psychodietetyczne) – zamówienie należy złożyć do 15 grudnia;

Zachęcam do przeczytania dwóch poprzednich artykułów:

 Kim jest psychodietetyk?

oraz

Czym jest psychodietetyka?

 

 

Jeśli chcesz ofiarować komuś taką porcję zdrowia – pisz śmiało na adres: martynaszulinska@gmail.com 🙂

Kształtowanie nawyków żywieniowych u dzieci – Warsztaty dietetyczne

kształtowanie

 

Warsztaty dietetyczne: kształtowanie nawyków żywieniowych u dzieci

Twoje dziecko jest niejadkiem? Nie chce jeść warzyw, owoców? Jadłoby same słodycze? A może wydaje Ci się, że z kolei je aż za dużo?
Te wszystkie tematy poruszymy podczas naszego spotkania 🙂

Podczas warsztatów omówimy także:
+ proces kształtowania nawyków żywieniowych z punktu widzenia psychologii odżywiania,
+ rozszerzanie diety dziecka (w tym metodą BLW), czyli jak kształtują się nawyki żywieniowe już w okresie niemowlęcym,
+ wpływ mikroflory jelitowej na zdrowie dziecka,
+ alergie i nietolerancje pokarmowe,
+ jak czytać etykiety, by nie dać się nabić w butelkę 🙂

Prowadząca:
Martyna Szulińska – autorka Bloga Zdrowie w Głowie, psycholog, psychodietetyk, specjalista dietetyk.

Na zajęcia obowiązują ZAPISY (prosimy o wysłanie zgłoszenia na adres mailowy: martynaszulinska@gmail.com)

Wstęp wolny.

Serdecznie zapraszamy 🙂

Kolejne warsztaty dietetyczne – tym razem w Gdańsku

warsztaty dietetyczne

Żyjemy w czasach nadmiaru informacji. Z jednej strony to dobrze, że coraz więcej mówi się o zdrowym odżywianiu, świadomości jedzenia, o codziennej aktywności fizycznej. Jednak z drugiej strony w pewnym momencie zdajemy sobie sprawę, że właściwie to nic nie możemy jeść, bo owoce pryskane, bo zboża to gluten,
a mięso na antybiotykach… to jakaś paranoja?!

A przecież nie o to w tym wszystkim chodzi!
Potrzebna jest nam WIEDZA i ŚWIADOMOŚĆ tego, co jemy
i tym właśnie będziemy zajmować się na warsztatach dietetycznych 🙂

Podczas warsztatów przedstawione zostaną najważniejsze informacje dotyczące zasad zdrowego odżywiania.
Omówione zostaną również dietetyczne fakty i mity.

Dzięki warsztatom dowiesz się m.in.:
+ jakie najważniejsze grupy produktów powinny znaleźć się w Twojej codziennej diecie,
+ jak wybierać najlepszą żywność i nie popadać w obsesję,
+ ile wody powinniśmy dostarczać naszemu organizmowi,
+ czy musimy jeść mięso i pić mleko,
+ dlaczego ziemniaki nie tuczą?

Na warsztaty obowiązują zapisy – zgłoszenia należy wysyłać na adres mailowy:
martynaszulinska@gmail.com

Ilość miejsc ograniczona.

Więcej o wydarzeniu na Facebooku:

Warsztaty dietetyczne: jak się odżywiać, aby być zdrowym?

Serdecznie zapraszam 🙂

Jeśli nie zjesz pączka w tłusty czwartek, to…

pączki

Tłusty czwartek, tłusty czwartek. Pączki, pączki, wszędzie pączki…

Jedzą je nawet ci, którzy nie lubią pączków.

A co się stanie, jeśli mimo ogroooomnej ochoty, powstrzymasz swe żądze i go nie zjesz?

Ucierpi Twoje zdrowie. Bo zdrowie to też równowaga psychiczna. A ta zostanie najprawdopodobniej zachwiana, kiedy w tłusty czwartek odmówisz sobie słodkiej, tłustej, miękkiej przyjemności 🙁

Takie zachowanie może spowodować, że na drugi dzień, a nawet po tygodniu, czy miesiącu wyrzekania się, nie będziesz w stanie oprzeć się słodkiej pokusie – dojdzie do wyczerpania silnej woli. Pochłoniesz cały stos takich pączków, ciast, batoników. Właśnie na tym, m.in. polega efekt jojo wszystkich „diet”.

Także jeśli dzisiaj mamy ochotę na pączki, to je po prostu zjedzmy. Ale przypominam tylko, że każdy kolejny pączek będzie smakował tak samo… 😉 no chyba, że każdy będzie o innym smaku :/

A więcej o wyczerpaniu silnej woli poczytacie tutaj: Co się stanie, gdy zbyt gwałtownie wprowadzisz zmiany w swoim żywieniu?

pączki 1

Co ma styl jedzenia do nadwagi?

nadwaga

Jak to jest, że jedni z nas jedzą to, co akurat mają pod ręką, inni codziennie szukają rozkoszy dla swego podniebienia?

Albo jedni jedzą punktualnie, co trzy godziny, inni dopiero wtedy, gdy zacznie im burczeć w brzuchu?

Otóż w psychologii istnieją podziały na różne style jedzenia.

nadwaga

Czas

Styl przedziałowy to taki, gdzie nie ma wyznaczonych pór posiłków – mam ochotę, to jem. Nie unika się też różnego rodzaju przekąsek. Niestety, jak się okazuje, styl ten jest najbardziej narażony na problemy z utrzymaniem odpowiedniej masy ciała, ze względu na ten właśnie brak kontroli spożywanych przekąsek. Często jest też tak, że po przekąski sięga się nudy, braku innego zajęcia. Albo jakiś przykry stan emocjonalny odczytuje się jako uczucie głodu. I hop po drożdżówkę.

Na drugim biegunie znajduje się styl punktowy. Tu ilość posiłku, jego skład i czas spożycia są ściśle określone. Jak się można domyślić, nie ma tu miejsca na nieprzemyślane przekąski między posiłkami, dlatego też teoretycznie styl ten sprzyja utrzymywaniu prawidłowej masy ciała. Styl ten jednak ma bardzo mało ludzi. A to dlatego, że zazwyczaj takiego jedzenia trzeba się nauczyć. Kiedy nauczymy swój żołądek, że o określonych porach dostaje pełnowartościowy posiłek, później w tych samych godzinach chce nam się jeść.

nadwaga

Refleksje

Według innego podziału jeść można w sposób właściwy dla stylu bezrefleksyjnego. Czyli przyjmujemy pokarmy bez zastanawiania się nad nimi, bez analizowania, bez namysłu. To, co najbliżej w lodówce – ląduje w naszym żołądku. Niestety styl ten często przybiera formę impulsywną, związaną z poprawieniem sobie samopoczucia. Podobnie jak w stylu przedziałowym – czujemy nudę, sięgamy po przekąskę.

Przeciwieństwem jest styl refleksyjny, kiedy to świadomie dobieramy jedzenie, także jego ilość. Wybierając posiłek, kierujemy się swoimi przekonaniami, celami, wartościami. Można powiedzieć, że styl ten jest dopełnieniem stylu punktowego. Po prostu dokładnie analizujemy co, ile, kiedy i jak długo jemy.

nadwaga

Smak

Dla niektórych posiłek jest też doznaniem polisensorycznym, łączącym walory smakowe, zapachowe oraz wzrokowe. Takie podejście nazywa się podnietowym. Jego zwolennicy czerpią przyjemność graniczącą z podnieceniem z faktu nie tyle samego jedzenia, ale też z otoczenia i całej atmosfery towarzyszącej chwili spożywania posiłku. Dla nich każdy smak ma jakieś znaczenie, wspomnienie wakacji we Włoszech, czy romantycznej kolacji w towarzystwie ukochanej osoby.

Na drugim biegunie znajduje się podejście popędowe, gdzie jedzenie sprowadza się tylko do jednej funkcji – zredukowania doświadczanego dyskomfortu. W momencie występowania jakichkolwiek konfliktów wewnętrznych, niskiej samooceny, a nawet złego samopoczucia, pierwszą deską ratunku jest jedzenie. Każdy taki sygnał, każda emocja, interpretowana jest jako głód. Podejście popędowe niestety bardzo często wiąże się z ryzykiem nadwagi i otyłości.

Teoria głodu i jedzenia Schachtera

W psychologii najsłynniejsza jest jednak teoria głodu i jedzenia Stanleya Schachtera, która jest jakby podsumowaniem wyżej wymienionych stylów jedzenia. Jest ona jedną z podstawowych teorii dotyczących nadwagi, a wiąże się ze spostrzeżeniem, że niektórzy ludzie jedzą w reakcji na bodźce zewnętrzne (orientacja zewnętrzna), takie jak wygląd i zapach jedzenia oraz pora dnia, podczas gdy inni reagują na bodźce wewnętrzne (orientacja wewnętrzna), takie jak skurcze żołądka, poziom glukozy czy poziom tłuszczu.

Badania dowiodły, że u osób nieotyłych związek między uczuciem głodu a skurczami żołądka był silniejszy, niż u otyłych. To oznacza, że osoby nieotyłe wiążą uczucie głodu z czynnikami wewnętrznymi (skurcze żołądka, hipoglikemia). Natomiast osoby otyłe zwracają uwagę głównie na bodźce zewnętrzne.

Osoba otyła, przyzwyczajona jeść o określonej porze, czuje głód, gdy ta pora nadchodzi. Osoba nieotyła mniej się przejmuje wskazaniami zegarka, chyba że pokrywają się one z sygnałami wewnętrznymi.

Jaki z tego wniosek? A no taki, że trzeba słuchać swego organizmu, a nie sztywno trzymać się narzuconych nam zasad 🙂 Trzeba nauczyć się odczytywać sygnały, które wysyła nam żołądek – nauczyć się, czy w danej chwili czujemy głód, czy po prostu nudę, smutek, złość.

nadwaga

A Ty jaki masz styl jedzenia??

Bibliografia:

Franken, R. E., (2005). Psychologia Motywacji, GWP

Pingot K., Buchholz A., (2014). FitMind – schudnij bez diet, Sensus

7 nawyków, które niszczą Twoje zdrowie i sylwetkę

 

Oto lista nawyków, które rujnują szczupłą sylwetkę i zdrowie: ZDROWIE

1. Wybieranie wysoko przetworzonych produktów, wypełnionych konserwantami, utrwalaczami smaku, sztucznymi barwnikami, słodkich gazowanych napojów oraz produktów typu instant. Nie zawierają one żadnych wartości odżywczych, zazwyczaj mają wiele pustych kalorii. Nawet, jeśli na opakowaniu słodzonych cukrem płatków śniadaniowych jest napisane, że zawierają całą tęczę witamin- to ściema. Może i zawierają jakieś tam śladowe ilości, ale skąd mamy widzieć, czy one w ogole się wchłaniają?

2. Spożywanie posiłków podczas oglądania telewizji, czytania gazety, surfowania po internecie i innych czynności, które odwracają Twoją uwagę i ograniczają świadomość zarówno czynności jedzenia, jak i ilości pożywienia. Dobra, też mam z tym problem. Ale tylko przy śniadaniach tak robię, bo lubię zacząć dzień z moim ulubionym serialem 😉 ale teraz już nauczyłam się, żeby co chwilę skupić się na jedzeniu i na tym, czy przypadkiem się już nie najadłam. ZDROWIE

3. Nieregularne spożywanie posiłków, pomijanie śniadań, nadrabianie wieczorem, objadanie się – o tym więcej w: 10 nawyków, które wyjdą Ci na zdrowie.

4. Jedzenie słodyczy na pusty żołądek. Istnieje taki mit, że jak się je słodycze na czczo to nie tuczą. Tymczasem, gdy na pusty żołądek zjemy coś, co zawiera dużo cukru, trzustka w ekspresowym tempie wydziela insulinę, aby obniżyć poziom cukru we krwi. Poziom glukozy w krwioobiegu staje się niedostateczny i nie dość, że zaczynamy być ospali, to za chwilę znów głodni. Wówczas łatwo uzależnić się od cukru. Jeszcze większy problem pojawia się, gdy zbyt często jemy słodycze i nasz organizm zaczyna ignorować krążącą insulinę, a wtedy chęć zjedzenia czegoś słodkiego jeszcze bardziej wzrasta, stając się nałogiem. A niewykorzystane kalorie kierowane są do tkanki tłuszczowej. W dzisiejszych czasach problem z wahaniami insuliny może mieć każdy. I baardzo dużo osób ma, w tym dzieci. Insulina jest produkowana przez trzustkę i jej zadaniem jest obniżanie stężenia glukozy we krwi. Kieruje ona cukry bezpośrednio do wątroby, gdzie zostają przetworzone na glikogen, który wykorzystywany jest przez mięśnie. Insulina pomaga także przetworzyć glukozę w kwasy tłuszczowe, które kieruje do komórek tłuszczowych. Ważne zatem, by ani się nie głodzić, ani nie przejadać, a słodycze w rozsądnych ilościach mogą być deserem po zdrowym i dobrze zbilansowanym obiedzie.

5. Brak planowania posiłków. Jeśli nie masz zaplanowanych posiłków na następny dzień (lub kilka dni), wówczas najłatwiej jest wpaść w pułapkę – „Nie mam pomysłu na obiad – zjedzmy coś na mieście!”. Dlatego planowanie jest jednym z najważniejszych elementów zdrowego i świadomego odżywiania.

6. Picie coca-coli light, słodzenie aspartamem, jedzenie jogurtów i produktów bez tłuszczu. Zwykle, gdy jesz cukier, Twój organizm rejestruje słodki smak i wyciąga wniosek, że bardzo słodkie rzeczy oznaczają mnóstwo kalorii. Natomiast, gdy spożywasz coś słodkiego, ale z małą ilością kalorii, organizm zacznie się sam domagać brakujących kalorii, wskutek czego zjesz ich więcej, niż ktoś kto faktycznie ich sobie dostarczył. Drugim efektem może być brak uruchomienia procesów metabolicznych z uwagi na brak impulsu w postaci kalorii. Gdy następnym razem zjesz np. pączka, Twój organizm pomyśli: „To nic takiego” i nie zada sobie trudu, by te kalorie spalać, bo przecież one nic nie znaczą.

7. Picie alkoholu przy każdej możliwej okazji. Alkohol wpływa na procesy hormonalne sprzyjające magazynowaniu tłuszczu i zmniejszaniu przyrostu tkanki mięśniowej. Natychmiast po wypiciu alkoholu organizm wyczerpuje całe zapasy glikogenu zawartego w wątrobie i dlatego czujemy głód. Dodatkowo alkohol sprzyja odpuszczaniu kontroli i osłabieniu silnej woli, dlatego jemy i jemy i jemy. Oczywiście wszystko jest dla ludzi, byle tylko w odpowiednich ilościach 🙂

 

4 powody, przez które (ty)jemy

powody-tyjemy

Nasza średnia waga wciąż rośnie. Z danych Instytutu Żywności i Żywienia wynika, że ponad 60% mężczyzn i blisko połowa kobiet w Polsce ma nadwagę lub otyłość. Ten sam problem dotyka co trzeciego chłopca w wieku szkolnym i co piątą dziewczynkę. Od dawna mówi się o epidemii otyłości, nawet już pandemii.

Powód pierwszy: nierealny cel

Dlaczego tak się dzieje? Mam wrażenie, że im więcej mówimy o otyłości, tym bardziej tyjemy. Ciągła moda na bycie fit, tak przesadnie fit, powoduje, że wiele osób nawet nie chce się za to zabierać. Czasami, gdy widzę w internecie tę pogoń za idealną figurą, idealnie i nienaturalnie umięśnionym ciałem, bez śladu tkanki tłuszczowej, mnie samą dopada rezygnacja. Ile to trzeba wiedzieć o takim „prawidłowym” odżywianiu, ile mogę białka, a ile węglowodanów, a ile tłuszczu. I żeby jeszcze kalorie się zgadzały… Gdy osoba otyła obserwuje ten trend, myśli sobie: „Ileż to wysiłku musiałabym włożyć, żeby tak wyglądać, żeby osiągnąć ten ideał?” i kiedy myśli o całym tym trudzie, to jej się już nie chce z tym walczyć. I wcale się nie dziwię. Tyjemy, ponieważ narzuca nam się nierealny do osiągnięcia, a często niezdrowy ideał ciała. I ciągle promuje się jakieś diety: a to niskotłuszczową, a to niskowęglowodanową, a to niskobiałkową… Po co?

Powód drugi: brak pewności siebie

W ostatnich latach doszło do rozszczepienia ideału zdrowia i urody. Żyjemy w czasach, gdy od kobiet wymaga się porzucenia kobiecości. Narzuca się nam obowiązek naśladowania idealnego wzoru, który jest niezgodny z naszą naturalną budową. Jeszcze niedawno tym ideałem były modelki – wysokie, szczupłe, wręcz wychudzone. Obecnie – nienaturalnie umięśnione ciało. W obu przypadkach – dana nam przez naturę zdolność gromadzenia energii na wypadek głodu – jest definitywnie tępiona. To promowane, idealne ciało ma co najmniej o połowę mniej tkanki tłuszczowej niż przeciętna kobieta. Jak dowodzą badania Duane Hargreaves i Mariki Tiggemann z Flinders University, kobiety zniekształcają obraz swego ciała, przeceniając jego rozmiary. Odkąd kobiety zaczęły porównywać się z tymi wzorcami, straciły pewność siebie. Oglądając piękne modelki wstydzą się swych kilogramów, ale też czują gniew i przygnębienie.

Powód trzeci: nieumiejętność rozpoznawania i radzenia sobie z emocjami

Emocje te powodują, że łatwo uciekamy do przekąsek, podjadania, przegryzania. Ciągle jemy. Karmimy siebie i innych, żeby coś załatwić, zaspokoić różne potrzeby, ukoić emocje. Jedzenie jest panaceum na każde zło: na smutek, na stres, na samotność, pustkę i złość. A bierze się to oczywiście z dzieciństwa. Kiedy niemowlę jest karmione przez matkę, czuje się bezpiecznie. Dodatkowo mleko matki ma słodki smak, dlatego tak lubimy słodkości. Często niemowlę je, choć nie jest głodne, by zatrzymać matkę przy sobie. Rodzice, którzy nie mogą zapewnić dziecku wsparcia, stabilnego emocjonalnie otoczenia – kompensują to, przekarmiając je. Dr William Colmer z University of Calgary dowiódł, że ponad 90% ludzi odczuwa przypływ apetytu, który nie ma nic wspólnego z prawdziwą potrzebą jedzenia. Z głodem mylimy lęk, napięcie i poczucie zagrożenia. A więc tyjemy między innymi dlatego, ponieważ żyjemy w stresie i nie potrafimy tego rozpoznać. Wg badań dr Anny Brytek-Matera, osoby otyłe w sytuacji stresu uruchamiają strategie oparte na emocjach, tj. zamiast na rozwiązaniu problemu, zajmują się poprawianiem swojego samopoczucia. Jest to źródłem jeszcze większego stresu, ponieważ powoduje, że objadamy się, a później czujemy się okropnie, pełne wstydu i poczucia winy.

Powód czwarty: chudnięcie jako cel życia

Badania April Falkon i Paula Rozina, psychologów z Pennsylvania University dowodzą, że kobiety pragną mieć figurę szczuplejszą niż ta, która podoba się mężczyznom. Szczupła sylwetka staje się obsesją, wiele kobiet chce pozbyć się tkanki tłuszczowej nawet, gdy ta i tak jest już na niskim poziomie. Media wiążą szczupłą sylwetkę ze szczęściem, wysoką pozycją społeczną, sukcesem, miłością. Kiedy schudnę – osiągnę to wszystko. Ale tak na prawdę, gdy nie przerobimy tego czegoś w głowie, gdy to nie będzie też nasza wewnętrzna przemiana – czyli świadoma zmiana całego stylu życia, efektem odchudzania będzie niestety jedynie rozczarowanie i szybki powrót do dawnej wagi, albo i większej. Jeśli zmiana dotyczy tylko wyglądu zewnętrznego, ujawniają się tłumione dotąd emocje. Problemy z partnerem, z samotnością, z pracą nie znikają wraz z traconymi kilogramami. Pojawia się rozczarowanie, bo przecież tyle wysiłku, tyle wyrzeczeń – i po co to wszystko?  A tu tym bardziej trzeba trzymać się diety, by utrzymać wagę.

Bywa też tak, że powracające kilogramy są nawet wygodne. Profesor Alicja Głębocka mówi, że jest to formą samoutrudniania: „Nadwaga bywa poręczną wymówką, czemu nie mogę zrobić tego, czy tamtego, dlaczego z tym, czy owym mam problem. Mam nadwagę – i to wszystko wyjaśnia”. Często osoby otyłe, które natrętnie liczą kalorie, nie myślą o swoich potrzebach, żyją z poczuciem krzywdy, czują się gorsze, nie robią nic, co mogłoby je uszczęśliwić, nie chodzą na tańce, na basen, nie chodzą nigdzie. Czekają aż schudną i wtedy zaczną żyć. A im dłużej czekają, tym więcej kilogramów wyświetla ich waga.

„Dieta” powinna być rozumiana, jako zdrowy styl całego życia. Nie musimy się ODCHUDZAĆ. Przede wszystkim musimy stawić czoło czynnikom, które powodują, że sięgamy po coś, co jest dla nas szkodliwe. Czasami jest to tylko kwestia uświadomienia sobie jakiegoś nawyku, a czasami potrzebna jest głębsza praca, np. podczas psychoterapii. Bo zdrowie to nie tylko zgrabne ciało, ale też nasz dobrostan psychiczny.

A zdrowa „dieta” to spożywanie 4-5 posiłków dziennie, jedzenie co 2-3 godziny produktów jak najmniej przetworzonych, dużo warzyw i owoców, kasz, dobrego chleba, wody. Do tego aktywność fizyczna i dbanie o to, by żyć przyjemnie: masaż, wino, tańce, czekolada – czemu nie? Każdy sam musi znaleźć swój złoty środek.

Nie czekaj, aż schudniesz – zacznij żyć! A waga pójdzie za Tobą 🙂

10 nawyków, które wyjdą Ci na zdrowie

 

 

Oto lista nawyków, które wyjdą Ci na zdrowie:

 1. Regularne jedzenie pięciu nieobfitych posiłków. Hunzowie (plemię najzdrowszych i najdłużej żyjących ludzi na świecie) zawsze najadają się tylko do 80%. Trzeba tego spróbować 😉

2. Jedzenie śniadań w ciągu 1,5 godziny od przebudzenia się;

3. Zaczynanie dnia od posiłku bogatego w węglowodany, błonnik i białko;

4. Unikanie przekąsek między posiłkami;

5. Jedzenie kolacji około trzech godzin przed położeniem się do łóżka;

6. Spożywanie posiłków w spokoju, bez nerwów, bez pośpiechu i skupianie się tylko na jedzeniu;

7. Dbanie o zróżnicowaną dietę;

8. Spożywanie dużej ilości wody;

9. Aktywność fizyczna;

10. Świadome wybieranie produktów spożywczych, dbanie o ich jakość, uważne czytanie etykiet i wybieranie produktów jak najmniej przetworzonych.

 

A teraz przyjrzyjmy się niektórym z nich:

Śniadanie

Gdy śpimy, po kilku godzinach metabolizm spowalnia i jeśli nie pobudzimy go rano śniadaniem, będzie pozostawał w tym zwolnionym tempie do pierwszego posiłku. Co więcej, przez noc wykorzystane zostaje 80% zapasu glikogenu w mięśniach, z których to organizm czerpie energię. Jeśli masz aktywny dzień, od razu wykorzystasz pozostałe 20% na zwykłe czynności, po czym organizm zacznie czerpać energię… NIE, NIE Z TŁUSZCZU, ALE Z MIĘŚNI. Później, po południu zaczynasz jeść i już nie masz gdzie tego spalić, dlatego nadwyżka kalorii odkłada się w tkance tłuszczowej – bo procesy trawienne nie zostały uruchomione odpowiednio wcześnie.

Spożywanie posiłków w spokoju i z uważnością

Może Ci się wydawać, że masz podzielną uwagę i jesteś w stanie jednocześnie delektować się posiłkiem i oglądać film, ale niestety nie ma czegoś takiego, jak podzielność uwagi 🙁 uwaga przeskakuje szybko z jednego bodźca na drugi i tak – gdy jesz pyszną potrawę i oglądasz wciągający film, mózg nie będzie skupiał się na obu rzeczach i skupi się tylko na filmie, w ten sposób Ty się przejesz, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, kiedy cała potrawa zniknęła z talerza, a co gorsze – nie poczujesz jej smaku :/

Więcej snu, mniej pracy

Prawie każda praca wiąże się ze stresem. Stres wywołuje ogromne zamieszanie w gospodarce hormonalnej, zmniejsza tempo przemiany materii, powoduje zmęczenie, znużenie i wysysa z nas energię. Stres w pracy często powoduje, że nawet podczas przerwy nie jesteśmy w stanie zjeść posiłku w spokoju, a bardzo często jest tak, że w pracy nie mamy w ogóle przerw i jemy w pośpiechu w wolnej chwili, „na raty”. Ja też niedawno wpadłam w wir pracy biurowej, wszystko było na mojej głowie, a regularne posiłki poszły na bok. Nie miałam ustalonego czasu na przerwę, więc jadłam w stresie, „między klientami”, bo przecież jak w tej chwili szybko czegoś nie zrobię, to firma upadnie… Ale na szczęście w odpowiednim czasie uświadomiłam sobie, że mi się przerwa po prostu należy, a obowiązki mogą chwilę poczekać. Poza tym, skutki takiego jedzenia odbiją się na naszym zdrowiu, może jeszcze nie teraz, ale w przyszłości niedalekiej na pewno.

Sen – najbardziej korzystna dawka to 7-8 godzin. Również dobroczynne działanie ma krótka drzemka w ciągu dnia. Badania wykazują, że osoby, które śpią mniej niż 7 godzin i więcej niż 9 godzin na dobę, ważą więcej, mają słabszą odporność i żyją krócej. Zarówno niedobór, jak i nadmiar snu wpływa na zaburzenia apetytu. Natomiast krótka drzemka w ciągu dnia to prawdziwy zastrzyk energii na dalszą jego część. Pamiętaj, że im mniej masz energii, tym trudniej jest kontrolować apetyt.

Aktywność fizyczna

Brak aktywności fizycznej jest nawykiem, podobnie jak regularne uprawianie sportu. Czasami wmawiasz sobie, że Ci się nie chce, że nie lubisz, że nie masz gdzie, nie masz pieniędzy, że nie masz czasu ćwiczyć – wymówka gotowa. A każde usprawiedliwianie się i każdy pretekst służą zrzuceniu z siebie odpowiedzialności i poczucia winy. Przykro mi, ale ruch jest niezbędny dla Twojego ciała, by utrzymywać zdrowie i mieć panowanie nad wagą. Nie zawsze musisz mieć ochotę na basen, bieganie, czy siłownię, ale pamiętaj, że to systematyczność jest kluczem do sukcesu. Nie można też ze sportem przesadzać, nie musisz ćwiczyć codziennie. Twój organizm też potrzebuje odpoczynku. Gdy nie dasz mu chwili na regenerację, będziesz czuć się słabo, a efekty i tak nie będą widoczne. Od ćwiczeń też można się uzależnić, a jak wiadomo, każde uzależnienie jest ucieczką od czegoś. A w sporcie chodzi o przyjemność, o endorfiny i o to, że po skończonym treningu mówisz sobie „Ale jestem z siebie zadowolona!”.

Dziękuję za uwagę 🙂